Ratujmy onanizm!

To straszne – czyżby katolickie forum dyskusyjne onanizm.pl miało zniknąć z polskiego internetu? Na razie pod tym adresem pojawia się dramatyczny apel o pomoc. Koleżanki i koledzy, musimy podać administratorowi pomocną dłoń!
Młodzi polscy katolicy z pokolenia JP2 wspólnie walczyli tam (walczą?) ze swoim zgubnym nałogiem. Robili to (robią?) głównie poprzez nieustające rozmawianie na ten temat oraz prowadzenie kalendarzyków, w których skrupulatnie zaznaczali każdy akt ulegnięcia szatańskiej pokusie.
Jak można się domyślić z wypowiedzi dyskutantów na owym forum, ulegli oni jakiejś absurdalnej wizji ludzkiej seksualności, w której masturbacją jest dowolna forma seksu, jeśli tylko w niej – hospody pomiłuj! – chodzi o przyjemność. Używali takich pojęć jak „masturbacja we dwoje”, co – jeśli dobrze ich rozumiem – oznaczało po prostu normalny stosunek dwojga osób, które robią to bo mają na to ochotę a nie dlatego, że w swym świętym związku chcą sprokurować nową duszyczkę ku chwale Narodu i Kościoła.
Mając tyle lat ile mam, mogłem obserwować jak rozwijały się związki zawierane przez moich rówieśników w czasach naszej, ahem, młodości. Większość tych związków już się w taki czy inny sposób rozpadła. Najszybciej i najbardziej żałośnie rozpadły się wszystkie te, które budowano według kościelnych recept.
Model, w którym dwoje ludzi „składa sobie w prezencie ślubnym swoją czystość”, brzmi oczywiście bardzo poetycko, ale jest za bardzo sprzeczny z ludzką naturą, żeby to miało prawo zadziałać. Za to wśród moich rówieśników bardzo zgrabnie próbę czasu i próbę rodzicielstwa (jakże trudniejszą!) przetrwały związki, w których od tego modelu się oddalono. Związki, w których nie czekano do ślubu na sprawdzenie tego, czy w ogóle obie strony w sypialni czują się razem równie dobrze jak na randce. Związki, w których przynajmniej jedna ze stron już za sobą miała jakąś przeszłość i wiedziała, czego szuka w miłości (niby każdy szuka szczęścia, ale szczęście to nie Ford T, nie ma jednego modelu pasującego dla wszystkich).
Szkoda tylko wszystkich tych młodych ludzi, którzy rujnują sobie życie próbując dostosować swoje szczęście do ciasnego wzorca dyktowanego przez światopogląd.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz