Najfajniejsze w internecie

W internecie najfajniejsze jest to, co kompletnie nie ma sensu. Dokonałem tego epokowego odkrycia lata temu, gdy stawiałem w sieci swoje pierwsze kroki, jeszcze w kultowej piwnicy Maszkowskiego (nie było wtedy jeszcze nawet telefonicznego dostępu tepsy). Zobaczyłem wtedy stronę-objawienie, która na długo miała wyznaczyć moje sieciowe zainteresowania. Była to galeria najbardziej obrzydliwych rzeczy, jakie autor znalazł w swojej lodówce.
Dziś pewnie gościu robiłby o tym bloga, wtedy zaś robił statyczną galerię ze skanami polaroidów (szał na cyfrówki też miał się dopiero zacząć). Tej strony już chyba nie ma, ale wyguglałem przynajmniej notkę o konkursie na najbardziej zasyfioną lodówkę, ponoć ogłoszonym przez Whirlpoola, ale też jeszcze w zeszłym stuleciu. Co jest, w XXI wieku wszyscy tak dbają o lodówki?
Inspiracją do tej notki jest zaś blog poświęcony zdjęciom ludzi skaczącym po hotelowych łóżkach. Wirusowo obiegł inne blogi – cóż, przyłączę się do propagowania, bo właśnie takie rzeczy najbardziej lubię oglądać.
Ponadczasowym klasykiem w tej kategorii jest IMO cryingwhileeating – serwis zawierający zdjęcia ludzi, którzy płączą jedząc lub jedzą płacząc. Serwis powstał jako odprysk konkursu na wypromowanie strony o niczym. To był mój faworyt, niestety wygrała jakaś nudna strona o majtkach z GPS-em. Fejkowych, rzecz jasna. I tak to jest z tą promocją, najłatwiej wypromować towar, który nie dość że nie ma sensu, to jeszcze nie ma go w ogóle.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz