Currently playing (12)


Główny bohater powieści „Merde! Rok w Paryżu!” sarka na młodych paryżan za to, że traktują muzykę punk jako jeszcze jeden rodzaj muzyki tanecznej – do taktu The Clash czy Sex Pistols tańczą po prostu „le rock” zamiast tak jak główny bohater z powagą uprawiać pogo myśląc o Anarchii, Rewolucji i Nołfjuczerze.
Poczułem się od tego bardzo parysko, bo od dłuższego czasu fascynują mnie paralele między disco i punkiem. Uwielbiam współczesnych wykonawców grających tanecznego punk rocka, jak na przykład Electric Six, lubię też jednak jako didżej amator puszczać punkową klasykę znajomym na dancefloorze.
W Polsce starszym panom takim jak ja punk kojarzy się z nastoletnimi wyskokami do Jarocina czy do klubu „Riviera-Remont”, młodzieży zaś z koncertami robionymi przez Owsiaka. Zawsze musi tu więc chodzić o Walkę z Systemem i Naprawianie Świata, w najlepszym wypadku Zbiórkę Na Inkubator. Jeśli potraktować autora wspomnianej powieści Stephena Clarke’a jako przypadek reprezentatywny, podobnie musi być na Wyspach Brytyjskich.
No ale nie w każdym kraju tak było. Moim ulubionym kontrprzykładem jest amerykańska grupa Blondie, której przebój „Heart Of Glass” musi się znaleźć na każdej porządnej składance disco lat 70., ale z kolei pochodzące z tej samej płyty „One Way Or Another” to jeden z punk rockowych klasyków.
Jeśli te dwa gatunki ma dzielić przepaść, to jak to się stało, że klasyczne dla nich utwory znalazły się na jednej płycie tego samego zespołu – „Paralell Lines” z roku 1978? Odpowiedź jest prosta – w Nowym Jorku tej przepaści nie było. Ci sami ludzie chodzili do dyskotekowego Club 51 i do punkowego CBGB – jak choćby sama wokalistka Blondie Debbie Harry i reszta otoczenia krewnych-i-znajomych Andy Warhola.
Zacząłem już układać plejlistę na sylwestra i wiem jedno – one way or another, znajdzie się na niej ta piosenka!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz