Gnyotsa nye lamyotsa

Zachwycałem się już tutaj (w komentarzach do komentarzy) powieścią Mariny Lewyckiej „Zarys dziejów traktora po ukraińsku”. Planuję trzaśnięcie o niej poważniejszego tekstu do „Gazety”, w którym jak zwykle nie będzie miejsca na takie moje niszowe zainteresowania jak legendy miejskie. No ale po to Bozia dała nam blogi.
W powieści pojawia się legenda o kosmicznym długopisie w kanonicznej postaci krążącej po internecie. Według niej NASA stanęła przed problemem złego działania długopisów w nieważkości i kosztem milionów dolarów opracowała specjalny model z ciśnieniowym zbiornikiem tuszu. Rosjanie w swoim programie kosmicznym stanęli przed identycznym problemem ale rozwiązali go inaczej: używając ołówków.
Tak jak inne legendy miejskie, ta też zdaje się być na pierwszy rzut oka szalenie pouczająca i inspirująca – no bo hej, jakie to fascynujące że Eskimosi mają 400 słów na określenie śniegu, szkoda że używają tylko 40, bo wykorzystują 10% potencjału mózgu. I jak tamte jest fałszywa.
Prawda jest taka, że wcześni astronauci radzieccy i amerykańscy używali ołówków i byli niezadowoleni z problemów, jakie wiązały się z ich stosowaniem. Ułamana końcówka ołówka to w nieważkości kłopot – w najlepszym wypadku wpadnie komuś w oko, w najgorszym wleci w jakiś elektryczny obwód i spowoduje zwarcie, co w atmosferze czystego tlenu oznacza KA-BOOOM takie jak w Apollo 1.
Kosmiczny długopis istnieje naprawdę, ale opracował go prywatny wynalazca na własny koszt – podarował egzemplarze astronautom radzieckim i amerykańskim w celach reklamowych. Prywatnie bardzo nie lubię tej legendy miejskiej bo utrwala ona obrazu radzieckiej techniki jako nie mniej innowacyjnej choć niekonwencjonalnej, promującej rozwiązania proste i niezawodne (w takim kontekście pada ona w tej książce). To bzdura. W rzeczywistości kluczowe wynalazki dla domorosłego majsterkowicza – WD-40 czy duct tape – są tak bardzo amerykańskie, że tego ostatniego nie da się (chyba?) nawet nazwać po polsku. Wytwory radzieckiej techniki zaś nie były nigdy ani innowacyjne ani niekonwencjonalne tylko po prostu syfiaste.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz