To ten skorumpowany polityk!

Dzisiejszy ranking będzie trochę plagiatem, bo w całości oprę go o jedną książkę, za to rewelacyjną. To przewodnik po aktorach charakterystycznych „Hey! It’s That Guy!”, pamiątka po nieistniejącym już chyba serwisie fametracker.com.
Książka podzielona jest na rozdziały takie jak „armia”, „szpital”, „sąd” czy „przedmieścia” i poświęcona jest aktorom obsadzanym najczęściej w stereotypowych rolach „oślizgłego prawnika” czy „skorumpowanego doradcy prezydenta”.
Kocham tę książkę już za sam język, jakim jej autorzy piszą o kulturze masowej. Oto fragmenty wstępu do rozdziału „Armia”:
„Baaaaa… czność! Jesteś teraz w armii. Najpierw zgnoi cię niestrudzony sierżant od musztry. Jeśli to przeżyjesz, niewątpliwie przydzielą cię na jakiś zapomniany odcinek, gdzie twój twardy lecz szlachetny dowódca zawsze będzie musiał ulec rozkazom aroganckiego przełożonego, którego interesuje tylko własna kariera i który po prostu nie wie nic o tym, jak jest tutaj w okopach, man! Co gorsza, obok ciebie będzie też w okopach jeden gadatliwy, natrętny przygłup. Na szczęście znajdziesz pociechę w przyjaźni z tym sympatycznym, uśmiechniętym twardzielem, który widział już tu niejedno”.

Ranking zaczynam od aktora charakterystycznego wszech czasów – Petera Stormare. Ponieważ jest Szwedem, w Hollywood zawsze obsadzają go w roli „osoby mówiącej z silnym obcym akcentem”. Przy czym akcent może być rosyjski („raszian kąpjuters, amerikan kąpjuters, dejarol mejdintajłan!”), niemiecki („Wi ar ze nihilists, Lebowski! Wi biliw in nofynk!”), włoski („Ze grejt Kawaldi newer paniks!”) czy po prostu demoniczny („Ju will liw, Dżon Konstantin!”). Liczę na to, że Stormare kiedyś – tak jak „ten nadwrażliwy krzykacz” czy „ten głodujący artysta, który jednak jest jakiś taki pulchniutki”, kiedyś wreszcie awansuje na aktora pierwszego planu.

Jak słusznie zauważa przewodnik – w każdym filmie o mafii musi być jakiś psychol, którego ciągle swędzi palec na spuście. Musi być też jeden wewnętrznie skonfliktowany gangster, który ma moralne wątpliwości. I zawsze musi być jeden zwalisty gangster, który myśli powoli, ale świetnie zna się na kuchni, zwłaszcza na przyrządzaniu cielęciny. I jego właśnie będzie grać Joe Viterelli.

Film o więzieniu, w którego obsadzie zabraknie Danny’ego Trejo, nie zasługuje nawet na przecwelenie pod prysznicem. Facet w końcu naprawdę siedział w San Quentin, a do Hollywood trafił przez scenarzystę poznanego na spotkaniu Anonimowych Kokainistów! El rispekto, hombre. Role Danny’ego w scenariuszach opisane są zwykle jako „Więzień”, „Charlie Brzytwa” czy „Maczeta Cortez”. Rzut oka do imdb pokazuje, że Danny obecnie pracuje nad rolą El Negro w filmie „El Camino del Diablo”. Karamba!
Dos mensiones honorables idą jeszcze dla C.C.H. Pounder, fantastycznej stereotypowej "twardej policjantki" oraz J.T. Walsha, odwiecznego "skorumpowanego polityka". Szkoda, że już nie żyje – piszą autorzy przewodnika – bo już nigdy nie zagra Dicka Cheneya. I jak zwykle się z nimi zgadzam.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz