Now playing (18)


No i proszę, tyle się dzieje, że musiałem kompletnie zarzucić koncepcję wypełnianiem bloga cyklem „co żem se we Frisco w księgarni”. A kupiłem sobie jeszcze tyle fajnych rzeczy, jak komiksowy podręcznik estetyki komiksu, podręcznik Uniksa dla MacOS X i przewodnik „California Scenic Drives”, bo może kiedyś, może kiedyś…
Zakończę więc chyba cykl wznawiając kolejną świecką tradycję bloga. Bo żem se jeszcze w księgarni strzelił singla The Postal Service „We Will Become Silhouettes”. Niestety, B-tracki obsysają, ale główny kawałek zasługuje na notkę.
Estetyka The Postal Service polega na kontraście między bardzo delikatnym wokalem Bena Gibbarda, tak subtelnym że pasowałby do boysbandu (i do chłopca, którego producent obsadził w roli „tego ślicznego"). Do tego głosu pasują bardzo melodyjne piosenki, ale nie pasuje aranżacja (chropowata automatyczna perkusja w stylu skrajnego elektro) oraz teksty piosenek.
„We Will Become Silhouettes” to melodyjna i spokojna piosenka o jakiejś wielkiej megakatastrofie – prawdopodobnie o atomowej trzeciej światówce. Podmiot liryczny jest na nią doskonale przygotowany, bo ma mnóstwo puszkowanego jedzenia i zapasy wody. Chciałby wyjść ze swojej piwnicy ale media zalecają pozostanie w domach, bo „powietrze na zewnątrz spowoduje, że komórki zaczną się rozmnażać w alarmującym tempie” aż ciało eksploduje – „a to nie będzie przyjemny widok”. „Staniemy się sylwetkami gdy wreszcie uwolnimy się od naszych ciał” – pogodnie konstatuje bohater.
Kontynuując psychoanalityczny wątek wyznam jeszcze, że o ile spodziewam się na każdym kroku jakiejś stosunkowo drobnej katastrofy więc dostaję ciężkiego ataku paniki gdy np. zapali mi się w samochodzie lampka check engine, to z kolei megasuperkatastrofy działają na mnie kojąco niczym na pewną Filifionkę. Jako dziecko uwielbiałem oglądać japońskie potwory depczące kartonowe miasta a jako nastolatek uwielbiałem filmy i książki o wojnie atomowej (BTW: po konsultacji z red. Hołownią, jestem zdecydowanie za tłumaczeniem tytułu „Kantyk dla Leibowitza”). Dziś zostało mi z tego tyle, że piosenki o końcu świata wprawiają mnie w pogodny nastrój. Czego i PT odwiedzającym życzę.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz