Sosumi dla Rafała

Zasada jest prosta: zawsze jak ktoś wyskakuje z oskarżeniem, że „Gazeta Wyborcza” coś „przemilczała”, po zbadaniu sprawy okazuje się to bzdurą. Wiem, że sam się teraz podkładam używając wielkiego kwantyfikatora, ale skutecznosć tej prawidłowości jest tak niesamowita, że aż sam chciałbym wreszcie poznać kontrprzykład. Uczestnicząc w Internecie w różnych dyskusjach od blisko 10 lat uczestniczyłem też w wielu rozmowach typu:
– Przemilczeliście to!
– Jak to, tu masz konkretne namiary na konkretny artykuł.
– No tak, ale nie zrobiliście specjalnej wkładki z tej okazji!
Przesada? Kto tak myśli, niech przebrnie przez komentarze pod wątkiem o kłamstwach Ziemkiewicza i dokopie się do komentarza kolesia, który skarżył się na brak „specjalnego dodatku” poświęconego Miltonowi Friedmanowi, kończąc to oskarżycielskim „No to ma Pan przykład zniekształcania debaty publicznej przez zamilczanie”. Zamilczanie = brak wkładki. Hm. Strach pomyśleć, ile tematów w ten sposób przemilczeliśmy.
Polemika Ziemkiewicza z moim tekstem powtarza ten sam schemat. „Ja nie kłamię. Kłamie Orliński” – pisze Rafał. Jak to uzasadnia?
„Owszem, GW pisywała. Jakiś reportaż, jakieś przypomnienie. Ale GŁÓWNIE pisała o martyrologii Jaruzelskiego i strasznej historycznej konieczności, jaką było „mniejsze zło stanu wojennego (…) Z planem Balcerowicza – to samo. W tytułach i wstępniakach obowiązkowy optymizm, w szczegółach zastrzeżenia, ale chyba nie trzeba wyjaśniać, co bardziej oddziałuje na czytelników”.
Podawałem kilka konkretnych przykładów. Ciekaw jestem, gdzie Rafał widzi obowiązkowy optymizm w tytułach takich jak „Skończyły się żarty”, „C(ł)o to będzie?” czy moim ulubionym z szynką za 160 tysięcy. Zwracam uwagę, że na konkretne przykłady Ziemkiewicz odpowiada bardzo niekonkretnie, uciekajac w swój typowy machejkizm, o którym pisałem wcześniej.
„Zarzucanie mi expressis verbis kłamstwa – to przekroczenie granicy, za którą znieważony ma prawo zerwać kontakty towarzyskie” – słusznie pisze RAZ (niepomny, jak chętnie sam tę granicę przekracza). Rafale, powiem więcej – to powód do wytoczenia procesu z powództwa cywilnego. Sosumi, jak mawiają makjuzerzy. Mogę w sądzie przytoczyć konkretne przykłady konkretnych artykułów. Wątpię, czy sąd zaakceptuje ogólnikową argumentację typu „no ale przecież wszyscy pamiętamy ton”. Przypuszczam zresztą, że niedługo już się o tym przekonasz przy okazji obecnego procesu. Może teraz zechcesz sam wystąpić w roli powoda? Jakby co, wiesz gdzie mnie szukać.
Wygląda na to, że z nas dwóch tylko ja pofatygowałem się do biblioteki, by w ogole sprawdzić, co „Gazeta” naprawdę pisała w tym okresie. Ty zadowoliłeś się cenionym przez polską prawicę protokołem pozyskiwania informacji znanym wśród informatyków jako finger://sucka.sucka.sucka.com.
Jak tu pisałem wielokrotnie na swoim blogu, nie zamierzam nikogo do niczego przekonywać. Kogo nie przekona spór, w którym po jednej stronie stoją konkretne przykłady a po drugiej ogólnikowe „no ale przecież wszyscy pamiętamy” – ten i tak w moich oczach jest skreślony.
Czytając książkę Rafała pamiętajcie jednak, że – jak sam autor teraz przyznaje – sformułowania typu „Wyborcza nie zająknęła się nawet słowem o”, „Wyborcza nigdy nie napisała, że”, „Wyborcza nie ostrzegała przed”, w przekładzie z ziemkiewiczowskiego na polski oznaczają „Wyborcza wprawdzie napisała i ostrzegała, ale nie zrobiła o tym specjalnej wkładki, a w dodatku bezczelnie ośmieliła się też przedstawić racje drugiej strony, które przecież należało przemilczeć”.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz