Gorsza strona gór

Siedzę po właściwej stronie granicy bolandzko-europejskiej, więc zapuszczę takiego oto niepatriotycznego ranta: Polska to beznadziejny kraj. Kompletnie nie zgadzam się tutaj z hurraoptymistycznym tytułem bloga mojej szanownej koleżanki. Już mniejsza o to, jak w Polsce się żyje i pracuje, ale ten kraj obsysa nawet z punktu widzenia turysty. Tutaj nie ma nawet morza ani gór!
Ostatnie zdanie to oczywiście prowokacja, ale… no ale jednak wyobraźmy sobie na chwilę, że nie ma żadnych granic. It’s easy if you try. Wyjeżdżasz sobie z Warszawy, Krakowa czy Wrocławia na górski wypoczynek. Gdzie się zatrzymasz na nocleg? No chyba jeszcze nie w tych nizinnych miejscowościach, w których góry dopiero ledwie się rysują na horyzoncie. Zrobisz te parędziesiąt kilometrów dalej na południe, żeby spać nie u podnóża gór ale w samych górach, już na wysokości jakiegoś tysiąca metrów nad poziomem morza, no nie?
Welcome to Slovakia. Ja wiem, że Polska ma jakiś pipsztyczek Beskidów, kawałeczek Tatr i ochłap Bieszczadów. No ale granica idzie właśnie tak, że tam gdzie się zaczynają prawdziwe góry, tam trzeba pokazać paszport. Czego nam nie dała geografia, moglibyśmy nadrabiać lepszą infrastrukturą. Ale nie nadrabiamy. Po polskiej stronie zostają miejscowości, których mieszkańcy palą w piecach śmieciami i węglem, przez co nad Suchą Beskidzką zimą rozciąga się gorszy smog niż koło Huty Katowice. Po słowackiej masz zaś „horskie hotele”, termalne aquaparki i zabytkowe wioski w których w piecu wolno palić tylko drewnem, nie mówiąc już o piveczku.
Chcecie gazdo moich dutków? To kurna wymyślcie jakiekolwiek złamane pół powodu, żebym został po gorszej stronie gór, tej na której nie ma śniegu. Nie wymyślicie? Nie moje zmartwienie, po prostu pojadę dalej.
To samo z morzem. Zgadzam się, że Bałtyk ma unikalnie piękne piaszczyste plaże, ale gdyby chodziło o sam piasek, to bym na wakacje jeździł do kopalni kruszywa. Morze Śródziemne ma zróżnicowane wybrzeże – są tam fantastyczne pejzaże jak we włoskim Cinque Terre, miasta stare jak Wenecja, infrastruktura tak rozwinięta jak w Monaco nie mówiąc już – kurna – o czynnych wulkanach.
Co więcej, Morze Śródziemne jest dość ciepłe by się kąpać nawet gdy nie ma słońca i pada deszcz. Spróbuj tego w Bałtyku, he he he. Jeśli przyjechałeś do Oblechowa Nadmorskiego, mieszkasz w pensjonacie „Mewa” i stołujesz się w smażalni „Mariola” – to gdy trafisz na złą pogodę, masz po prostu przegwizdane. A najśmieszniejsze jest to, że bulisz pieniądze porównywalne z tym, jakie zapłaciłbyś za podobny standard we Włoszech. Za hotel z własną plażą.
Jeśli pensjonat „Mewa” w Oblechowie Nadmorskim i gaździna Zenonowa Benonowa w Myciskach Wyżnych jeszcze w ogóle mają jakichkolwiek klientów, to tylko dzięki temu, że wielu ludzi – zwłaszcza w podeszłym wieku – boi się dłuższej jazdy samochodem. Ale ile to potrwa? W tym roku Austriacy (wreszcie!) oddadzą do użytku Nordostautobahn A6. Słowacy oddali kawał nowej D1 i fedrują dalej. Nawet po polskiej stronie na budowach S1 i S69 coś się dzieje. Dojechanie do Wenecji bez noclegu z Warszawy robi się coraz mniejszym hardkorem. Paradoksalnie, za sprawą buców z PiS blokujących budowę A1 i A2 większym hardkorem niebawem stanie się dojazd do Oblechowa Nadmorskiego. Oj baco baco, czarno widzę waszą przyszłość.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz