Kto to jest dziennikarz?

Z opóźnieniem nadrabiam zaległości w niusach spowodowane feriami i dopiero na blogu „piąta władza” przeczytałem o idiotycznej propozycji ustawowego definiowania zawodu dziennikarza. Co ci kretyni jeszcze wymyślą?
Nie należę do żadnego stowarzyszenia dziennikarskiego. Byłem ze dwa razy na jakichś spotkaniach dyskusyjnych w SDP, ale zniesmaczyło mnie to towarzystwo – zobaczyłem tam głównie tak zwane „leśne ludki”.
Dziennikarstwo to zawód urynkowiony jak mało który. Wykonuję go nie dlatego, że go lubię tylko dlatego, że istnieją podmioty gospodarcze chcące kupować ode mnie moje teksty za cenę na tyle godziwą, że mi się nie opłaca przebranżowić (chociaż na wsiakij pożarnyj słuczaj trzymałem do 1999 roku ciągłość pracy w zawodzie chemika, biorąc na umowę-zlecenie zeszyty serii chemicznej biuletynu PAN; finansowo to nie miało sensu, ale chciałem mieć jakiś „plan B” na wypadek, gdyby przygoda z mediami nie wypaliła).
Wyobraźmy sobie, że Sejm przyjmie ustawę uzależniającą prawo do wykonywania zawodu dziennikarza od zapisania się do stowarzyszenia dziennikarskiego (na co reaguję machnięciem ręki z wyprostowanym środkowym palcem), poddania się lustracji (na co flipuję fingera drugą ręką, wulgarnie przy tym cmokając), a na dodatek posiadania gęstej czupryny na głowie i inicjałów nie kojarzących się z ruchem Wolnego Oprogramowania.
Czy to znaczy, że przestanę pisać? Nie, bo dopóki ktoś mi będzie za to gotów płacić, znajdziemy z tym kimś jakąś metodę by obejść ustawowe ograniczenia (pseudonim, figurant, w ostateczności zarejestrowanie redakcji w jakimś normalnym kraju – polskie HBO formalnie zresztą już jest nadawcą bodajże czeskim, a moje felietoniki w tymże stanowią zauważalną część moich dochodów jako żurnalisty).
A jak mi za to nie będą chcieli płacić? No to się poszuka innego zajęcia. Żadna ustawa mnie jednak w tym zawodzie nie może ani zatrzymać ani go z niego usunąć wbrew działaniu mechanizmów rynkowych.
Za Pressem: „Za wprowadzeniem ograniczonego dostępu do zawodu jest Zenon Bosacki, członek zarządu SDP: (…) Samorząd mógłby ustalać np. minimalne stawki za publikacje, by właściciele mediów nie zaniżali wynagrodzeń reporterów – dodaje Bosacki (…) Krystyna Mokrosińska, szefowa SDP (…) proponuje utworzenie rejestru dziennikarzy prowadzonego na przykład przez Ministerstwo Kultury”. Kochani, najlepiej od razu się oflagujcie i zróbcie blokadę dróg by zażądać interwencyjnego skupu swoich wypocin.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz