Sztuka trollingu (2)

Pytania m.in. Maćka w poprzedniej dyskusji o trollowaniu zasługują na odpowiedź w formie osobnej notki. Jak oceniać dobry trolling? Czy po „zasygnalizowaniu czytelnikom, że to jednak prowokacja” (jak pisał Maciek) czy właśnie po doskonałości kamuflażu (jak ripostował Jelon P). Pomijając mój zwyczajowy relatywizm, zgodnie z którym każdy sobie powinien oceniać po czym chce, przychylę się jednak do drugiej szkoły.
Znam dwa krążące po sieci dokumenty próbujące jakoś kodyfikować to zjawisko – jeden pochodzi z grupy alt.folklore.urban a drugi z alt.troll. Według miejskich etnografów gradacja ocen jest następująca:
1. Troll beznadziejny – agresywna wypowiedź, ontopiczna i we właściwym do miejscu („Boga nie ma!” na grupie o ateizmie).
2. Troll przeciętny – „Boga nie ma!” na grupie o religii; newbiesy mogą dać się nabrać i może i wyjdzie z tego jakaś pyskówka, ale to jednak wszystko takie toporne.
3. Troll zasługujący na złotą gwiazdę trollingu – taki, w którym wielu ludzi dało się nabrać i zaczynało swoje odpowiedzi od czegoś w stylu „Nawet jeśli prawdą jest to co piszesz, to przecież…”, a kończyło już na totalnej pyskówce.
Dwa wzorce doskonałości to troll „How I Envy American Students”, którym angielski budowlaniec udający studenta rozsadził w 1996 roku kilka grup dyskusyjnych poświęconych edukacji (podobno kogoś nawet wyrzucono z uczelni za uczestnictwo w wynikłej z tego megapyskówki). Drugim jest troll dotyczący złego traktowania osób niepełnosprawnych, który podobno sprowokował do agresywnych wypowiedzi profesora Marvina Minsky’ego, guru od sztucznej inteligencji. Zaznaczam to „podobno”, bo oba te trolle mają swoje korzenie w okresie, w którym google jeszcze nie indeksowało grup dyskusyjnych więc nie zachowały się dobre archiwa. Sprawę strollowania Minsky’ego niektórzy uważają za legendę miejską, aczkolwiek są ślady w postaci cytatów Minsky’ego u innych dyskutantów (ktoś wykasował wypowiedzi Minsky’ego -zapewne sam Minsky).
Co do mnie, jestem umiarkowanym sympatykiem bardziej wyszukanych form trollingu (to tak jak z graffiti – granica między wandalizmem a sztuką tu jest płynna, ale jest). W czasach pięknego niekomercyjnego internetu obrona trollingu była prosta – pyskówki odstraszają zwykłych ludzi od internetu i weterani mają dzięki temu więcej bandwidtha na ściąganie, ummm, grafiki cyfrowej. W czasach internetu paskudnie komercyjnego trolling jest jeszcze lepszy – w końcu dla każdego portalu większy ruch na forach i blogach to większa atrakcyjność dla reklamodawców.
Internauto, zwymyślaj bliźniego swego! Wysokość twojej emerytury zależy m.in. od kursu akcji medialnych koncernów prowadzących komercyjne portale.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz