EMI bez DRM?

EMI rezygnuje z DRM w iTMS. Dla jednych to ekscytująca wiadomość, dla drugich trzy niezrozumiałe skróty w jednym zdaniu. Nim chlusnę zimną wodą na tych pierwszych, małe wyjaśnienie dla tych drugich.
iTMS – iTunes Music Store – to najfajoskistyczniejszy sklep z muzyką w internecie prowadzony przez firmę Apple. Można w nim kupować piosenki na sztuki po rozsądnej cenie, ale pod warunkiem że się mieszka w USA, Kanadzie, Japonii, Australii i starej Unii. Sklep odrzuci kartę kredytową, która ma adres korespondencyjny w „złym” kraju (takim jak np. Polska czy Molwania). Komisja Europejska od niedawna naciska na Apple w tej sprawie, więc tutaj jest jakieś światełko nadziei.
DRM – Digital Rights Management – to zabezpieczenia antypirackie wbudowane w większość multimediów sprzedawanych dziś w internecie. Technicznie wygląda to tak, że plik dostajesz w postaci zaszyfrowanej i twój program decyduje na podstawie informacji z centrali, czy masz prawo go obejrzeć/wysłuchać, czy na przykład umowa wygasła wczoraj, więc plik ma pozostać bezwartościową kupą danych.
EMI – Electric and Musical Industries – to jeden z tak zwanych majorsów, czyli czterech koncernów fonograficznych kontrolujących światowe rynki (razem z Warnerem, Sony BMG i Universalem). Głowne uzasadnienie dla DRM w iTMS brzmi: „tego żądają majorsi”. Bez DRM w sklepach internetowych byłaby tylko muzyka mało znanych, niszowych wykonawców – bardziej znani mają umowy z majorsami.
Zdanie, od którego zacząłem notkę sugeruje więc, że być może majorsi wycofują się z DRM – którego wielu internautów serdecznie nienawidzi, utrudnia on bowiem życie nie tylko piratom ale także np. użytkownikom niszowych systemów typu Linux albo odtwarzaczy MP3 za dychę z bazaru. Muzykę w iTMS kupować można zaś wyłącznie przy pomocy programu iTunes (którego nie ma i nie będzie na Linuksa), a odtwarzać wyłącznie na iPodach firmy Apple.
Na wieść o EMI bez DRM serca linuksiarzy zabiły żwawiej, ale moim zdaniem bezpodstawnie. Ta muzyka nadal będzie sprzedawana tylko przez iTunes, a więc do wyboru nadal masz tylko Windows albo MacOS. Sorry – no support for CP/M 86, Linux, BeOS, Minix or ObscureCrapOS. Jest sprzedawana w formacie AAC, który odtwarza mało co poza iPodami (aczkolwiek zachwyciło mnie to, jak dobry support AAC jest w XBoksie 360).
„Wolną” muzykę będą więc w praktyce mogli kupować tylko ci sami klienci, którzy dotąd kupowali w iTMS muzykę zabezpieczoną. Pytanie: ilu spośród nich rzeczywiście zechce dopłacić ok. 30 procent ceny tylko dla usunięcia zabezpieczeń?
Moim zdaniem niewielu. Kiedy już zaakceptujesz zasadnicze ograniczenia związane z iTMS i AAC (że musisz mieszkać w odpowiednim kraju, używać Windows lub MacOS, używać iPoda) – to pozostałe ograniczenia applowskiego DRM nie mają dużego znaczenia. Kto tak naprawdę potrzebuje możliwości odtwarzania muzyki z więcej niż pięciu komputerów jednocześnie?
Moim zdaniem, to się skończy tak, że zainteresowanie usługą będzie stosunkowo niewielkie – większość klientów nadal będzie kupować tańsze pliki z ograniczeniami. Po jakimś czasie majorsi ogłoszą to jako dowód na to, że ludziom DRM w ogóle nie przeszkadza i wycofają się z eksperymentu. A linuksiarze jak to linuksiarze, będą słuchali „Pieśni Niszowego Balladzisty” w ideowo słusznym lecz powszechnie olewanym formacie OGG.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz