Euro 2012 i autostrady

Chociaż piłkę nożną mam gdzieś, Euro 2012 cieszy mnie z powodów czysto patriotycznych. Giedroyć i Piłsudski w zaświatach przybili sobie hi five, wytyczona jeszcze przez Skubiszewskiego polityka bycia wrotami Europy dla wschodnich sąsiadów zaczyna owocować.
Cieszą mnie też polityczne konsekwencje. Kaczyści nie będą mogli już się zajmować pierdołami typu lustracja tylko rozbudową infrastruktury. W tym są, jak wiadomo, żałośni. W 2009 roku tematem-killerem w kampanii wyborczej będzie „coście s…syny zrobili z infrastrukturą”.
Polska ośmieszy się, jeśli do Euro 2012 nie będą gotowe autostrady: A2 od granicy niemieckiej do Warszawy, A1 od Gdańska do węzła Sośnica oraz A4 w całości. Gdyby nie bezdenna głupota rządów Marcinkiewicza i Kaczyńskiego, wstęgę na potrzebnych odcinkach A2 mogliby przecinać jeszcze politycy PiS.
Na odcinku granica – Nowy Tomyśl mogliby przecinać wstęgę jeszcze w tym roku, bo wszystko było już gotowe do rozpoczęcia budowy (a historia budowy poprzednich odcinków autostrady pokazuje, że dwa lata wystarczały). Marcinkiewicz zaczął jednak od żenującej awantury z Autostradą Wielkopolską SA. Twierdził, że państwo zbuduje ten odcinek „taniej i szybciej”. Kłamał w obu punktach – taniej na pewno nie, bo po zmarnowanych dwóch latach wszystko będzie budowane tylko drożej. Szybciej też nie, bo AW SA by oddawała ten odcinek W TYM ROKU. Po dwóch latach zostało im tylko wrócić do punktu wyjścia w worku pokutnym. Autostradę i tak zbuduje AW SA, ale później i drożej – z winy PiS.
Przez te dwa lata kaczyści nic też nie zrobili w sprawie budowy odcinka Stryków – Konotopa. Najpierw zapowiadali odejście od formuły partnerstwa publiczno-prywatnego, potem ogłosili, że do niego wracają. Jedno jest pewne: nawet jeśli Polaczek teraz się obudzi i zawoła „ło rany, ludziska, budujta”, to nie ma już szans na oddanie brakujących odcinków A2 przed wyborami – a OBA mogły być już gotowe, gdybyśmy nie wybrali w 2005 wariatów.
Jeszcze gorzej jest z A1. W przyszłym roku oddany będzie odcinek Rusocin – Nowe Marzy, którego budowę zainicjowały jeszcze rządy SLD. Budowa pracuje aż furczy, ale Polaczek zarządził, że odcinek Nowe Marzy – Czerniewice (Toruń) zbuduje państwo, mimo że koncesję już przyznano firmie budującej obecny odcinek. Koncesjonariusz skierował sprawę do sądu i czeka nas sądowa szarpanina, którą Polaczek prawdopodobnie przegra. Czekają nas kolejne bezsensownie zmarnowane dwa lata. Do następnych wyborów gotowe będzie najwyżej paręnaście kilometrów drogi donikąd Sośnica – Bełk, która w świetle Euro 2012 jest akurat mało istotna (A4 już teraz nieźle łączy z południem S1).
Jeśli chodzi o A4, można liczyć że uda im się dociągnąć autostradę do niemieckiej granicy (tu nie ma co kombinować, są jeszcze poniemieckie plany a nawet poniemieckie kikuty niedokonczonych wiaduktów). Prawdopodobnie na wschód od Krakowa uda się do 2009 roku przedłużyć tę autostradę o ok. 20 km do Szarowa. Nie uda się dociągnąć jej przed wyborami do Tarnowa (Marcinkiewicz obiecywał na początku ukończenie tego odcinka w 2008, he he).
I najfajniejsze: WEDŁUG OBECNYCH OFICJALNYCH PLANÓW A4 MA DOCIERAĆ DO RZESZOWA W 2013. NIE MA W TYCH PLANACH CIENIA PIEPRZONEJ NADZIEI NA DOCIĄGNIĘCIE A4 DO UKRAIŃSKIEJ GRANICY PRZED 2012 – TYMCZASEM TEN ODCINEK BĘDZIE WŁAŚNIE WĄSKIM GARDŁEM, PRZEZ KTÓRE BĘDĄ WSZYSCY MUSIELI PRZEJECHAĆ.
Dlaczego? Dla kibiców i sportowców jadących na Ukrainę z Warszawy i wszystkiego co na północ od niej, naturalną drogą byłaby droga ekspresowa S17 Warszawa – Hrebenne. Z planowanych 310 km istnieje na razie 0,0. W roku 2009 gotowe będzie paręnaście kilometrów obwodnicy Garwolina (w budowie). Obecne plany przewidują ukończenie drogi na rok 2013. Póki nie ma S17, kierowcy będą raczej nadkładać drogę i jechać niedokończoną A4.
Nie spodziewam się totalnej kompromitacji Euro 2012. Spodziewam się, że zmarnujemy na rozbudowę infrastruktury kolejne dwa lata, po czym wyborcy kopną odpowiedzialnych za to polityków i wybiorą takich, którzy może i są gorsi w klepaniu zdrowasiek, ale potrafią budować autostrady.
No chyba że kaczyzm się zawali wcześniej i będą przedterminowe wybory – wtedy budowa autostrad ruszy szybciej, ale nie będę mógł nasycić oczu widokiem Polaczka usiłującego bronić swoich decyzji podczas kampanii wyborczej.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz