Now playing (26)

Ja też podzielę się swoim wspomnieniem o śmierci papieża. Jest to wspomnienie muzyczne. W dzień śmierci papieża jechałem do Wiednia. W Polsce radio praktycznie nie działało – przeskakiwałem z kanału na kanał, ale wszędzie był tylko papież i żałoba, żałoba i papież. Zrezygnowany wyłączyłem radio i przypomniałem sobie o nim dopiero już w głębi Słowacji, na autostradzie w dolinie Wagu.
Słowacja też kraj katolicki ale jakby normalniejszy, więc tam śmierć papieża była oczywiście najważniejszym tematem w serwisach informacyjnych, ale radio poza tym działało normalnie. Traf chciał, że złapałem audycję poświęconą grupie Scissor Sisters, o której przedtem nigdy nie słyszałem.
Najpierw rozległ się charakterystyczny pulsujący rytm a potem chór falsetów w stylu Bee Gees wypowiedział pierwsze zdanie piosenki: „Hello, is there anybody in there?”. „Zabawne, zaczyna się zupełnie jak ‘Comfortably Numb’ Floydów” – pomyślałem. Po pierwszym zdaniu ruszyła dyskotekowa perkusja, po której chór falsetów dodał „Just nod if you can hear me, is there anybody home?”.
Z osłupieniem uświadomiłem sobie że owszem, to po prostu jest dyskotekowy cover Pink Floyd zaaranżowany w stylu Bee Gees na sterydach. „Rany boskie, papież umarł, nie ma już nic świętego na tym świecie” – pomyślałem, zaś płyta Scissor Sisters stała się moim pierwszym muzycznym zakupem zaraz po przyjeździe do Wiednia.
Zuchwałe bluźnierstwo tego covera zachwyca mnie do dzisiaj. Trudno mi sobie wyobrazić jak bardzo oburzony byłbym słuchając tego jako melancholijny nastolatek zakochany w „The Wall”. Niestety w tamtych czasach nikt nie odważał się szargać muzycznych świętości. Tymczasem kto był na sepulkowym wieczorze ten chyba przyzna, że nic tak nie zapełnia densflora jak odrobina bluźnierstwa (z laptopa leciała dłuższa od albumowej o dobrą minutę wersja „ATOC Extended Edit”).
Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz