Now playing (31)

Przyczepiła się do mnie piosenka, która w ogóle nie jest w moim stylu. Nie lubię idealistycznego rocka o naprawianiu świata, jeśli już tekst ma być zaangażowany to wolę, żeby kpił ze zła niż chwalił dobro. No ale w tym cyklu walimy szczerze kawę na ławę jak jest – a jest tak, że lecą u mnie Manic Street Preachers z „If You Tolerate This”.
To tym bardziej przykre, że kiedyś ta piosenka była dla mnie dowodem na to, że Slowbear to Michał R. Wiśniewski (obaj ją lubią). Teraz sam sobie dostarczyłem argument, że jestem Slowbearem. Znaczy, nie żebym się tego wstydził, ale jednak wolałem, gdy był to MRW.
Piosenka to hołd złożony przez podmiot liryczny idealistom walczącym w hiszpańskiej wojnie domowej po stronie Republiki – podczas gdy podmiot liryczny wstydzi się tego, że jest taki „młody i próżny” (jakby bycie starym cokolwiek mogło poprawić).
Hiszpańska wojna domowa to interesujący przypadek dla zgryźliwego postmodernistycznie ironicznego cynika. Z jednej strony, cholernie kuszące jest wrzucenie jej do naszego ulubionego schematu pt. „obie strony były równie okropne”. Z drugiej strony czuję niechęć do takiego potraktowania akurat tej kwestii (wśród korespondencji, którą prowadziłem z Tadeuszem Sobolewskim gdy jeszcze tu nie pracowałem, był też analogowy proto-flejm na temat jego recenzji z „Ziemi i wolności” Loacha, utrzymanej w podobnym stylu).
Hiszpańska wojna domowa dostarcza pośredniego dowodu na to, że czasem ktoś gdzieś w jakimś konflikcie ma coś w rodzaju racji. Jest nim praktyczny brak dzieł sztuki popierających frankistów. Znaczy, ja też wiem, że namiętny wyskrobywacz archiwalnych wyskrobków do czegoś tam się w końcu doskrobie, ale forkrainautlaud, to coś nie będzie nawet cieniem „W hołdzie Katalonii”. Kto uważa, że ściemniam, niech pierwszy rzuci kontrprzykładem frankistowskiej prozy czy dramatu.
Carlos Saura zrobił kiedyśi tragikomedię na ten temat – opowiadała o artystach podróżujących z prorepublikańskim teatrem objazdowym. Zmylili drogę, wylądowali po stronie frankistów, dostali propozycję nie do odrzucenia – kula w łeb, albo robią teatr równie fajny, ale popierający stronę przeciwną. Artyści w zasadzie nawet są skłonni się zgodzić, ale sprawa jest beznadziejna – jak stworzyć dzieło sztuki popierające frankizm? Co pokazać, el fabrikante liczącego el mamonellę z poparciem el ksienżulo i z zadowolonym uśmiechem el kaczissimusa?
Nie mówię oczywiście, że każda sprawa w poparciu której da się napisać dobrą powieść automatycznie staje się przez to słuszna – ileż arcydzieł stworzono w poparciu komunizmu czy klerykalizmu! Ale jeśli o czymś takiego dzieła się kompletnie nie da napisać… to już chyba o czymś świadczy?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz