Gadu-gadu o Foltynie

Zawsze się głupio czuję, gdy ktoś domaga się ode mnie komentarza w jakiejś Bardzo Ważnej Sprawie, że mianowicie co ja myślę o Chavezie albo co ja myślę o nowej partii lewicowej Foltyna, bo nie sądzę, żebym miał na temat B.W.S. coś oryginalnego do powiedzenia. No ale przeważnie jak mnie ktoś grzecznie poprosi, to ja nie umiem odmówić, więc wykrztuszam z siebie w końcu jakiś komentarz, który zapewne musi rozczarować.
Grzecznie mnie poproszono o komentarz do nowej partii Foltyna więc, krztuszu krztuszu, oto moje rozczarowujące trzy grosze. Życzę mu jak najlepiej ale uważam, że mu się nie uda. Z drugiej strony, ja zawsze z góry zakładam, że nic się nie uda, więc to w sumie nic oryginalnego. Jeśli do czegokolwiek w życiu doszedłem to tylko dzięki konsekwentnie negatywnemu myśleniu, więc nie będę się na stare lata przestawiał.
Jak wielokrotnie pisałem tu na blogu, od lat uprawiam absencjonizm wyborczy. Nie głosuję na prawicę, bo nie lubię prawicy. Nie głosuję na lewicę, bo z Millera żadna lewica, a nic innego nie ma. Idealistyczną młodość spędziłem na próbach reaktywowania PPS, zauroczony jej przepiękną historią. Próby rozbijały się o dość prozaiczne problemy – polski system wyborczy zbudowany jest tak, żeby utrudniać wprowadzanie nowych graczy na boisko.
Ordynacja sprawia, że partia, która nie jest w stanie zgromadzić ponad pięciu tysięcy podpisów w ponad połowie okręgów wyborczych, nie ma po co startować. To jest próg trudniejszy do przekroczenia od progu pięciu procent, bo wymaga by nowo powstająca partia na dzień dobry miała silną strukturę ogólnopolską. Zbudowanie takiej od zera jest nierealne, dlatego polska polityka przypomina kinematografię CSRS po roku 1968 – to ciągle kilku tych samych aktorów w nieznacznie zmieniającej się scenografii.
Skąd Foltyn weźmie ogólnopolską strukturę? Wszystkie pieniądze świata mu nie pomogą, bo ordynacja explicite zabrania płacenia za zbieranie. W teorii wszyscy ludzie latający po ulicach i zbierający podpisy powinni być bezinteresownymi zwolennikami popieranej przez siebie partii. Praktyka, jak podejrzewam, dalece się z tą teorią rozmija, ale Foltyn nie będzie mógł liczyć na ulgowe traktowanie. Wystarczy, że spróbuje użyć swoich gazylionów do budowania struktur wyborczych, a Ziobro z Wassermannem utopią go w wannie z hydromasażem.
Życzę mu oczywiście sukcesu – jego deklaracje ideowe brzmią jak materializacja moich własnych marzeń o Partii Na Którą Wreszcie Mógłbym Głosować – ale jestem jak zwykle pesymistą. Chciałbym, żeby te cholerne „Nemocnice na kreji mesta” przeszły wreszcie w jakiś porządny zachodni serial, ale obawiam się, że w 2009 roku zmienią się najwyżej w „Żenę za pultem”. A i tak wszyscy się będziemy cieszyć, że nie w „30 pripedi majera Zemana”.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz