Dalej o Marksie

Notka o filozofii Marksa wywołała tak sympatycznego flejma, że pójdę za ciosem i napiszę o Moim Najulubieńszym Koncepcie z myśli brodatego filozofa. To pojęcie alienacji, które Marks przejął od Hegla i jego bezpośrednich uczniów.
Alienacja jest wszędzie, nawet na tym blogu. Możesz ją zobaczyć gdy wyjrzysz przez okno albo włączysz telewizor. Czujesz ją gdy idziesz do pracy… gdy idziesz do kościoła… gdy płacisz podatki.
Sięgnąłem po cytat filmowy bo do dzisiaj się zastanawiam czy to przypadek, że Łoczałscy pisząc o Matriksie sięgnęli akurat po te przykłady, które w pierwszej kolejności wymieniłby marksista mówiąc o alienacji. W centrum filozofii Marksa było pojęcie alienacji pracy, do myślenia na ten temat zainspirowały go rozważania Feuerbacha o alienacji religii, ważnym wnioskiem z tych rozważań była alienacja władzy, które to pojęcie bardzo ożywiło minionego flejma. Ta sama triada co w „Matriksie” – praca, kościół, podatki.
Alienacja ma miejsce wtedy, gdy jakaś stworzona przez człowieka instytucja rozmija się ze swoim powołaniem. Najłatwiej pokazać to na przykładzie alienacji pracy, bo to jest coś, co jak drzazgę w umyśle odczuwa praktycznie każdy. Większość z nas tu na blogu zapewne lubi swoją pracę, wybraliśmy ją dlatego, że nas to interesowało i uprawialibyśmy tę pracę jako hobby nawet będąc ekscentrycznymi zylionerami, którzy nie muszą pracować.
Ja na pewno bym coś tam czytał i pisał nawet gdybym nie musiał, podobnie chemik coś tam by sobie pichcił w prywatnym laboratorium nawet gdyby to nie było już konieczne do jego utrzymania. Ale w chwili, w której to staje się zinstytucjonalizowaną pracą, od przysłowiowej ósmej do szesnastej, praca ulega alienacji – nie służy już nam, to my służymy jej, przejmuje kontrolę nad naszym życiem i zamienia nas w matriksową bateryjkę.
Podobnie jest z państwem, instytucją, którą teoretycznie powołaliśmy po to, żeby budowała drogi i pilnowała bezpieczeństwa. I wielu nawet naiwnie wierzy w to, że państwo to „ich” Ojczyzna – ale państwo również błyskawicznie się alienuje i staje się instytucją służącą samej sobie a nie obywatelom, a nasze podatki znikają gdzieś na utrzymanie ogromnej rzeszy powiatowych referentów do spraw zaawansowanego pierdzenia w stołek.
Fascynują mnie psychologiczne aspekty tego pojęcia – to jak szybko różne instytucje, które sami wprowadzamy w swoim życiu osobistym, mogą ulec alienacji. Marks zresztą przyznawał, że już nawet w utopijnym społeczeństwie bezklasowym alienacja zostanie, bo jest czymś przypisanym ludzkiej naturze. Osoby wierzące mogą to powiązać z metaforą grzechu pierworodnego, samsary czy innego dżihadu. Osoby niewierzące mogą zaś sięgać po cytaty z popkultury.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz