Owca w Wielkim Mieście

Niebawem blog mój zamilknie na pewien czas. To oznacza, że muszę zająć się od dawna obiecaną notką o serialu animowanym „Owca w wielkim mieście”.
Kocham go. Właściwie kochałem, bo Cartoon Network już go nie puszcza, więc ta miłość robi się coraz bardziej platoniczna. Wszystkiego zrealizowano tylko 27 odcinków, pilot (którego spory fragment ktoś niedobry wrzucił do jutubki) plus dwa sezony. Dzięki temu serial przynajmniej nigdy nie dżampnął szarka – każda minuta każdego odcinka jest niesamowicie zabawna, przynajmniej dla ludzi o równie chorym poczuciu jak ja.
Jak się można zorientować z pilota, serial opowiada o pewnym Owcy, ukrywającym się w Wielkim Mieście przed Tajną Organizacją Wojskową, która zamierza go wykorzystać w dziale napędzanym Owcami. Opowiada o tym zresztą nie tyle serial, co narrator Ben Plotz, znudzony i zniesmaczony idiotyzmem tego serialu (w finale sezonu pierwszego okazuje się zresztą, że w rzeczywistości został on zwabiony do tego serialu w ramach spisku mającego stworzyć działo napędzane narratorami).
Na czele Tajnej Organizacji Wojskowej stoi Generał Konkretny (General Specific), którego prawą ręką jest Szeregowy Równoległy (Private Public). Inwencji polskiego tłumacza starczyło tylko na te postacie, wobec innych nazwisk był już bezradny i tłumaczył po prostu dosłownie, nie próbując oddać dowcipu. Ale nie czepiam się, bo jak przełożyć nazwiska majorów takich jak Major Pain, Major Disaster czy Major Television Event, nie mówiąc już o generałach takich jak General Amnesia, General Store, General Dentistry, General Lee Outrageous czy General Public (ojciec Private’a Publika)?
Program przerywany jest też czasem dodatkowymi atrakcjami („na przekór powszechnym oczekiwaniom, Latający Bracia Sombrero!”), reklamami wyrobów firmy Oxymoron, które to wyroby wszystko robią z siłą wołu a także kampanią wyborczą Kanapki Z Szynką („przekazujemy oświadczenie sztabu wyborczego Kanapki Z Szynką, że jest Kanapką Z Galantyną z niewielką zawartością szynki”).
Był to najbardziej anarchiczny serial animowany w dziejach telewizji, robiący sobie jaja nie tylko z wszystkich możliwych instytucji i autorytetów, ale także z telewizji jako takiej – z jej konwencji i schematów, komentowanych sarkastycznym głosem przez znudzonego narratora. Typowym początkiem odcinka zresztą jest Coś Bardzo Nudnego W Telewizji, co Owca – wydając z siebie pełne niesmaku „Beee” – przełącza właśnie na serial o sobie.
Serial zresztą sprawia, że łatwo się identyfikować z głównym bohaterem, którego wszystkie kwestie ograniczają się do „Beee… Beee? Beee!”, wypowiadanego z niesmakiem (najczęściej) czy też z nadzieją (bardzo rzadko). Beee…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz