Now Playing (41)


Zawsze mnie ekscytowały określenia typu „champagne socialism” czy „kawiorowa lewica”. Podobno mają charakter pejoratywny, ale przez sam fakt bycia urodzonym w ponurym i zapyziałym kraju, niespecjalnie miałem szansę zetknięcia się z desygnatami tych określeń, czyli kimś w rodzaju Pandory Braithwaite z „Adriana Mole’a”. Wypruwając sobie flaki mogę się najwyżej dochrapać statusu średniej klasy średniej w europejskim sensie. Oczywiście, to nieskończenie więcej, niż można było marzyć w PRL, ale w dalszym ciągu kosmicznie daleko do Pandory.
Dla klasy średniej pozostaje lizanie luksusu przez szybkę w postaci składanek z muzyką puszczaną w ultramegawypaswyczesanych lokalach, takich jak Hotel Costes. Gdybym był Kubą Wandachowiczem, byłbym na pewno zbyt cool, żeby ich słuchać, ale nie jestem, więc za nimi przepadam. Na dziewiątce kolega Pompougnac (rezydentny didżej Hotelu Costes) wrzucił własny kawałek, „Ballad Of Sacco And Vanzetti”, którego ostatnio w kółko słucham.
Nicola Sacco i Bartolomeo Vanzetti byli, jak wiadomo, dwoma anarchistami, których w roku 1927 Amerykanie zamordowali na krześle elektrycznym po sfingowanym procesie. Dla wszystkich obserwatorów oczywiste było to, że Sacco i Vanzetti sądzeni są nie za swoje winy – prawdziwe lub nie – tylko za poglądy. Tyle, że niektórzy faktycznie uważali, że za te poglądy i tak należy ich zabić.
Balladę skomponował w 1971 roku Henio Morricone w ramach soundtracku do włoskiego filmu na ten temat. Śpiewała ją Joan Baez i – no cóż – nie jest to moje porno. Ballada ma charakter toastu („here’s to you…”) i w uwspółcześnionej wersji Stephane Pompougnaca nasuwa się nieodparte skojarzenie z toastem, jaki można wnieść w Hotelu Costes. A w tamtejszym barze najtańsza opcja do wznoszenia toastu to zapewne woda Evian za pięć euro. Wznosić w Hotelu Costes toast szampanem za dwóch męczenników lewicy to połączenie perwersyjne jak japońskie DVD – ale właśnie to mi się tak bardzo podoba…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz