Polityczne mordasy

Spodobało mi się określenie „mordasy”, którego użył mój redakcyjny kolega Tadeusz Sobolewski pisząc o serialu „Ekipa”. Rzeczywiście, gdy patrzę na Ryszarda Kalisza czy Przemysława Edgara Gosiewskiego, trudno mi wymyślić lepsze określenie. A ci dwaj to przecież i tak teoretycznie elita tego środowiska, jeszcze czuję dreszcz obrzydzenia, gdy sobie przypomnę te portrety pamięciowe na ulotkach wyborczych, jakie wrzucano mi do skrzynki podczas kampanii samorządowej.
Tylko że jeśli ten serial jest „odtrutką na mordasy” to jednocześnie nie może być „spojrzeniem na władzę od wewnątrz”, o którym pisze Sobolewski przy okazji „Królowej” Frearsa. We mnie ten film wywołał zresztą podobną zazdrość pod adresem Anglików, bo przy wszystkich zastrzeżeniach, jakie mam wobec Blaira, jest kosmiczna różnica między britpopem, który wyniósł go do władzy i disco polo, na którym wybory wygrał Ole Olek.
W Bolandzie „spojrzenie na władzę od wewnątrz” z konieczności musi być filmem typu „z kamerą wśród mordasów”. Za najlepszy ekranowy portret polityki polskiej do dzisiaj uważam „Psy 2”, drugoplanową postać ministra Sarzyńskiego i kapitalny komentarz Franza („z jakiej on jest partii, z NSDAP?”).
W polskiej polityce nie ma miejsca nie tylko dla takich polityków jak kreacja ubermaczo Perchucia ale nawet takich jak kreacja Gajosa. Nie ma w niej miejsca dla charyzmatycznych działaczy dawnej opozycji peerelowskiej. Kimś takim dla obozu „liberalnego” mógłby być Mazowiecki, dla obozu „konserwatywnego” Olszewski, ale kilkanaście lat temu, jeszcze na etapie postkomunistycznego autorytaryzmu 3RP, wygryzły ich „mordasy”.
„Mordas” trzyma się w polityce dzięki trzem zaletom: to mocna głowa, spiżowy tyłek i całkowity brak życia prywatnego. Dzięki temu „mordas” odsiedzi swoje na każdym zebraniu, a gdy to się skończy to nie pobiegnie do rodziny czy „normalnych” znajomych, ale pójdzie na popijawę w sejmowym barze, na której zapadają decyzje typu „Maliniak z Paksu do Śwaksu, Dorn z ministerstwa na marszałka”. Stąd w polskiej polityce kariery ludzi takich jak Gosiewski, Schetyna, Kalisz, Czarzasty czy Karski (trzech ostatnich zresztą wyszkoliła legendarna Szkoła Mordasów, czyli reżimowe Zrzeszenie Studentów Polskich na Ordynackiej – brzydziłem się tymi ludźmi gdy byłem studentem i brzydzę się nimi nadal).
Jako krytyk mogę więc chwalić różne elementy tego serialu, ale jako widz poczułem się rozczarowany. Za bardzo to wszystko sztuczne i wydumane, żebym mógł odczuwać jakieś napięcie. Panie Turski, pan nawet nie jesteś zerem jak Ziobro. Pan jesteś pierwiastkiem kwadratowym z minus jeden.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz