Czar tajnych służb

Gigglolo
Kiedyś myślałem, że nie ma fajniejszego zawodu od zawodu rentiera. No ale dopiero dzisiaj dowiedziałem się, że można być żygolakiem na koszt podatnika. Takie rzeczy to tylko w Czwartej Rzeczpospolitej, więc mam nadzieję, że nie potrwa to już długo, zachwyca mnie jednak to pasmo sukcesów, jakie odnosi piękny Mario Kamiński.
Najpierw dopadł lekarza-mordercę, którego usłużne media ochrzciły „doktorem śmierć”. Lekarz ów zabijał ludzi przy pomocy wiecznych piór i butelek koniaku. Dzięki heroicznej akcji ludzi Kamińskiego na szczęście rzucono tego seryjnego mordercę na glebę, by już więcej nie zabijał – dla tego celu z pewnością uboczny skutek w postaci likwidacji polskiej transplantologii był wyrzeczeniem wartym poniesienia.
Potem kolejny triumf. Udało mu się aresztować agentów służb specjalnych, którzy chodzili za Lepperem i chcieli mu dać łapówkę (której cwaniaczek jednak nie przyjął). No cóż, dla sprawy trzeba czasem poświęcać własnych ludzi, więc nie należy się dziwować temu, że ludzie służb specjalnych łapią ludzi służb specjalnych.
Speszial Operejszyn Codename Rzygolo powinna jednak przejść do historii. Jeśli dobrze rozumiem całą sprawę, polegała na tym, że jakiś opłacany z moich podatków przystojniak przez rok uwodził posłankę PO, wysyłał jej czułe SMS-y, snuł wspólne plany na przyszłość i dawał do zrozumienia, że wszystko zależy od tego, czy posłanka mu pomoże w biznesie. Ta się zaczęła rozkręcać i opowiadać, czego to ona nie może i kogo to ona nie zna, a ten ją złapał za słowo. A potem, to już ją łapał Temistokles Brodowski, „zabezpieczający akcję od strony medialnej” (swoją drogą, bezpośredni udział rzecznika prasowego w akcji służb specjalnych to chyba jakiś kolejny precedens?).
Traktując rzecz poważniej, znowu jednak jest tak, że CBA wykryło układ korupcyjny, które samo wykreowało. Ja się zgadzam, że Sawicka popełniła przestępstwo, ale czy rzeczywiście korupcja w Polsce jest tak niska, że CBA – zamiast rozbijać istniejące układy – musi wciąż tworzyć nowe, żeby triumfalnie demaskować czyjąś podatność na pokusy?
Najfajniejszy w tej sprawie jest oczywiście aspekt erotyczny. Umieram z ciekawości jak wyglądał ten marino marini del mario kamino? Królestwo za jakiś wywiad z nim dla „Playboya” albo chociaż zdjęcie, na którym urok tego niewątpliwie słodkiego buziaczka nie będzie skrywany pikselozą. Ciekawe, jakiego używał afterszejwa?
Wikipedia, ta skarbnica ludzkiej wiedzy, po wpisaniu słowa „gigolo” odsyła do ogólnego hasła, z którego dowiadujemy się, że chińskie określenie to „yazi” – czyli kaczor. Nie mówię, że coś z tego wynika, ale to jednak zabawne.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz