Now Playing (42)


Ostatecznym upadkiem blogera jest streszczanie na blogu swoich snów. No więc raz miałem taki bardzo rozkoszny sen, co najmniej jakby Jarkowi przyśniło się berło Cesarza Galaktyki. Śniło mi się, że jechałem swoim samochodem pustą drogą, malowniczo wciśniętą między ocean a góry, a z radia leciało „Harmonium” Nobukazu Takemury. Spojrzałem na wyświetlacz RDS i zobaczyłem na nim jakieś krzaczki. „No tak, przecież jestem w Japonii” – pomyślałem.
Właściwie do dzisiaj zresztą nie wiem, co wyświetla RDS w krajach spoza obszaru kultury łacińskiej. Niby mam do jego granicy blisko, ale pewnie prędzej jednak szarpnę się w końcu na wymarzoną wycieczkę do Japonii niż odważę się na przekroczenie granicy obowiązywania unijnego assistance i auto casco. Czy RDS w ogóle uwzględnia inne znaki?
O ile mi wiadomo, do utworu „Harmonium” nie ma klipa na Youtube, nie ma go też w ofercie iTunes Music Store, więc nie bardzo jak mam zaprezentować próbkę dla blogowiczów. Na Youtubie znalazłem tylko inny kawałek z grubsza, z grubsza podobny do tego, który mi się przyśnił (no ale to jest cykl o tym, czego słucham, a nie o tym, co znalazłem).
Zdaniem jakichś niedobrych ludzi z internetu, Takemura uprawia jazz, ale łeż to i potwarz, jazz to przecież takie coś co puszcza Kydryński a nie takie coś co puszczam ja. Muzyka Takemury przynosi mi za to tak doskonałe odprężenie, że to się aż przyśnić może – wprawdzie o ile dobrze rozumiem, nie należy on do nurtu Shibuya-Kei, o którym pisałem na swoim blogu przed laty (więc ilustracja jest kompletnie od czapy), ale to też doskonała muzyka dla zaharowanego sararimana, żeby odpoczął sobie w mieście pełnym neonów nim pikawa mu pierdyknie na karoshi.
Albo, również celem odpoczynku, żeby sobie zasuwał w wolny dzień pustą drogą nad oceanem słuchając Takemury w samochodzie, jak w moim śnie…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz