Salon24 po roku

Jakiś rok temu zadzwonił do mnie Robert Leszczyński, by mnie namowić do założenia bloga na Salonie24, niezależnym forum publicystów. Że ach jak tam będzie fajnie, w szalenie demokratyczny sposób publicyści zawodowi będą się tam bratać z internetowym hoi polloi, a wszystko będzie bardzo oddolne i demokratyczne.
Blogerem byłem wtedy początkującym, prowadziłem swojego bloga dopiero parę miesięcy, ale w sieci jestem już od dosyć dawna, od początku więc ten pomysł uznałem za amatorszczyznę. Wiedziałem czym to się kończy, jak w interencie coś jest oddolne, demokratyczne i niemoderowane.
Nie podobało mi się też to, że szefem tego interesu miał być Igor Janke, prawicowy publicysta. Prawicowych publicystów nie lubię przede wszystkim za to, że ilekroć prawica się dorwie do koryta, irytująco często muszę ich utrzymywać ze swoich podatków lub abonamentu RTV (jak np. redaktora Janke, gdy w ramach partyjnej czystki za rządów AWS został naczelnym w PAP).
Zastrzeżenie pierwsze – brak sensownego systemu moderacji – groziło zdominowaniem Salonu24 przez psycholi. Prawicowy przechył kierownictwa projektu gwarantował dodatkowo, że będą to psychole prawicowi. Nie miałem ochoty na zabawę w coś takiego, więc uprzejmie acz stanowczo Robertowi odmówiłem.
Miałem rację. Po dawnym blogu Roberta nie ma już śladu na Salonie24, choć widzimy tam mnóstwo innych martwych blogów. Na głównej stronie „niezależnego forum” reklamowane są witryny 41 blogów „zawodowców”, czyli tak zwanych „czerwonych”. Ile z nich jest aktywnych? Jakie są szanse na pojawienie się nowych – poza ewentualnymi blogami Jana Marii Rokity, Stefana Niesiołowskiego czy innego Marka Jurka?
Brak moderacji zmusił kierownictwo tego przedsięwzięcia do rozwiązania najgorszego z możliwych – komentarze z poszczególnych blogów kasowane są bez wiedzy i zgody gospodarza bloga przez Bognę Janke, kierującą się sobie tylko wiadomymi kryteriami („bo tu padło brzydkie słowo… a tutaj za mocno krytykowano Premiera…”). Gdyby choć raz mi taki numer zrobiła Agora, przeniósłbym swojego bloga na wordpressa. Ale poważne platformy blogowe takich numerów nie robią, za to pozwalają właścicielowi bloga swobodnie moderować dyskusję, o czym na Salonie24 wciąż nie ma mowy.
Lubię internetowe dziwactwa, więc zaglądam czasem na Salon24. Tak jak na Slashdocie poznałem Tubgirl i Goatse, tak oczywiście czasem zdarza mi się czytać komentarze Galby i Kataryny. Fajnie, że istnieje coś takiego, jak prawicowy szoksajt, ale dziwię się poważnym ludziom, którzy chcą mieć z tym cokolwiek wspólnego poza chichraniem przy lurkaniu.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz