Das Wtykchen

Drodzy blogonauci, bardzo liczę na waszą kolektywną mądrość w sprawie pewnej nurtującej mnie kwestii. Moja koleżanka z pracy właśnie otworzyła knajpę z densflorem w piwnicy Zachęty. Mając taką znajomość, mógłbym wcielić w życie swoje stare marzenie, o roboczej nazwie „open jack evening”. Przez analogię do „open mike”, byłaby to po prostu impreza dla amatorskich wannabe-didżejów, żeby wpięli co tam mają przy sobie (iPoda, MacBooka, krapotroniksa, Zeneksa, Gericoma etc) i zapuścili jakąś swoją plejlistę, inteligentną lub nie.
Ale jak to w praktyce rozwiązać, żeby wszyscy się dobrze bawili? Na własnej skórze przecież doświadczyłem tego, jak upierdliwa może być działalność osób takich jak znany krytyk i wydawca Paweł D.-W., który z upierdliwością godną lepszej sprawy potrafi zmuszać Bogu ducha winnych imprezowiczów do słuchania składanek dołączanych do „Lampy”, typu „Już nie ma zioła na Sienkiewicza”.
Zastanawiam się więc nad takim rozwiązaniem, żeby wannabe-didżeje mieli najpierw piętnaście minut z zegarkiem w ręku na zaprezentowanie best-of-my-playlist, by potem przeprowadzić głosowanie wśród publiczności. Powiedzmy, goście dostają żetony i wrzucają je do jakichś puszek czy może pustych pudełek po iPodach (mam już trochę tego śmiecia). Zwycięzca dostaje wtyczkę na resztę wieczoru. A może puścić to na żywioł i po prostu każdemu pozwolić grać?
Nie mam żadnego doświadczenia w organizowaniu takich imprez – a w ogóle w organizowaniu jakichkolwiek mam raczej skromne – więc naprawdę będę wdzięczny za wszystkie konstruktywne komentarze. Kuszące jest to, że można by pierwszą pilotową wersję imprezy zrobić już w te Andrzejki.
Dla umożliwienia udziału wszelakim nerdom i geekom, start w konkursie powinien być możliwy wirtualnie – po prostu przez podesłanie cedeera z miksem 15-minutowym i parogodzinnym, który będzie odpalony nawet pod nieobecność miksatora. Maciek R. mógłby więc nam przysłać cedeera z piętnastominutowym miksem Jethro Tull, a Leniuch z tym samozwańczym „bardem Solidarności”, co to przerabia Kaczmarskiego na hymn PiS (gdzie są prawnicy od właności intelektualnej, gdy ich potrzebujemy).

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz