Zarzuty dla Leppera

W dzisiejszej papierowej „Wyborczej” bardzo fajny materiał, do którego jak zwykle nie umiem się doklikać w portalu – przegląd co durniejszych tekstów kaczystowskich propagandystów z „Rzeczpospolitej” dotyczących seksafery w „Samoobronie”. Nie czytam „Rzepy” poza przymusowymi sytuacjami typu omawianie, więc nawet nie wiedziałem, że kolesie poszli aż tak daleko w utrzymywaniu oficjalnej linii prawicowej propagandy – że żadnej afery nie było, a nawet jak była, to w porządku, bo kobiety to lubią i czy można sekretarkę zgwałcić, he he he.
Szczególnie uroczy w tym przeglądzie jest niezawodny Rafał Ziemkiewicz, który raczył był napisać 11 grudnia 2006: „Nie spodziewam się, aby ktoś zdołał udowodnić, iż proceder praca za seks, nawet jeśli w Samoobronie powszechny, miał charakter przestępczy”.
Rafale drogi, popełniłeś błąd mniej więcej taki sam, jakbyś napisał „nie spodziewam się, aby ktoś zdołał udowodnić, że proceder prowadzenia po pijaku miał charakter przestępczy”. Nie wiem, jakie w Twojej wyobraźni dodatkowe cechy musiałby mieć proceder „praca za seks”, żeby stać się przestępczym, ale według artykułu 199 kodeksu karnego, żadne dodatkowe warunki nie są potrzebne.
Ktokolwiek idzie do łóżka z kimś, kto liczy na to, że dzięki „czynności seksualnej” uzyska zatrudnienie, podwyżkę, awans czy zaliczenie egzaminu, już popełnia przestępstwo – dokładnie tak jak popełnia je ktoś wyjeżdżający na drogę samochodem z promilem w żyłach. Ten kierowca nie musi spowodować żadnego wypadku, przestępcą stał się po przekręceniu kluczyka.
Jedyna różnica polega na tym, że przestępstwa z art. 199 (słusznie zresztą) ścigane są na wniosek poszkodowanego. Jeśli faktycznie aktor po obciągnięciu reżyserowi w zamian za rolę uzna ten epizod za satysfakcjonujący obie strony akt seksualny – no to nie zgłosi przestępstwa i nie będzie ścigania.
Prywatnie jestem oczywiście za tym, żeby dorośli ludzie mogli to sobie robić w dowolnych konfiguracjach, choćby nawet przebrani za zakonnice biczowali się w rytm najnowszej płyty „Arki Noego” – pod warunkiem, że wszyscy uczestniczą w tym całkowicie dobrowolnie (zasada „informed consent”). W cywilizowanym kraju by zapewnić ludziom swobodę dobrowolnej zabawy, potrzebne jest prawo surowo stojące na straży tej dobrowolności.
Już swoim tekstem „czy można prostytutkę zgwałcić, he he he” Andrzej Lepper pokazał, że nie pasuje do cywilizowanego państwa. Hańba Jarosławowi Kaczyńskiemu za to, że dopuścił takich ludzi do rządu. Hańba propagandystom odchodzącego w niesławie reżimu za to, że próbowali do tego dorabiać jakieś idiotyczne uzasadnienia.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz