O rok blizej Europy

W Sylwestra i Nowy Rok lubię radować się tym, jaki kawał drogi przeszedłem od poprzedniego Sylwestra, ile marzeń wówczas dla mnie nieosiągalnych, teraz jest na wyciągnięcie ręki albo wręcz odfajkowanych. Poradujmy się razem.
Pamietacie grudzień 2006? Kaczyzm zdawał się wtedy tkwić u szczytu potęgi. Nawet antykaczyści dali się zahipnotyzować bredniami o „geniuszu strategicznym prezesa Kaczyńskiego” i aż do wyborczego kopa w kaczy kuper interpretowali dosłownie każdy samobójczy manewr PiS w stylu „zobaczysz, wyjdą z tego jeszcze silniejsi”. Kaczyści zaś byli w szczytowej fazie hunwejbinizmu – bliźniacy Karnowscy pisali rimmingowe reportaże o żelaznych kanclerzach oraz o tym, jak Giertycha wychowywano na lidera (dyskutując o inwazji USA na Grenlandię). Krzysztof Leski wtedy jeszcze się afiszował z przyjaźnią do kogoś, kogo określał ksywką Mario. Cezary Michalski codziennie ogłaszał, że oto nastąpił Ostateczny Upadek Polski Michnika. Teraz bracia Karnowscy będą rimmingować polityków Platformy i PSL, Leski będzie się afiszował z przyjaźnią do „Scheta”, „Komora” i „Waldiego”, Cezary Michalski będzie ogłaszać upadki kogoś innego (cumbefel, Herr Axel Szpringer!).
Zresztą, po co szukać tak daleko – zajrzałem do dyskusji pod zeszłorocznymi życzeniami noworocznymi. Tradycyjna menażeria – Leniuch wspominał Maleszkę i czepiał się „Gazety”, że niepotrzebnie nakręca rzekomą aferę o rzekome molestowania u rzekomego koalicjanta z rzekomej „Samoobrony”, Amatil straszył prostowanymi bananami z Unii, a Bloody Rabbit mylił „Metro” z „Gazetą” („no bo przecież to znalazłem na stronie gazety”).
Tegoroczne dyskusje będą oczywiście też niezbyt mądre, bo nie po to człowiek wchodzi do Internetu, żeby jakichś mądrości w nim szukać – ale jednak od zeszłego Sylwestra Bolanda zmieniła się nieodwracalnie na lepsze. Gdyby utrzymać to tempo, polski Zapaterski pojawi się już w następnej kadencji. Czego serdecznie wszystkim życzę na tu tauzend moherkwanikg ejt.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz