Radio Maryja w obronie demokracji

Ostatnio w samochodzie bardzo często słucham Radia Maryja. Słuchanie, jak się pieklą, że stracili dotację i nie uda im się atrakcyjna transakcja na rynku nieuruchomości, sprawia mi wielką satysfakcję – zwłaszcza, że Ojciec Dyrektor nagle się pod wpływem tej sprawy zrobił wielkim entuzjastą demokracji i pluralizmu a nawet łagodzenia konfliktów społecznych (he he he).
Przypuszczam, że to świadomy socjotechniczny manewr Tuska – dopóki jajakolewica dostaję taką radochę, dopóty wobec Platformy zajmuję postawę lojalnej opozycji jej królewskiej mości. Zbyt boleśnie jestem świadom tego, że gdyby u władzy były te ciapciaki z SLD, zamiast ostrej rozprawy z Rydzykiem mielibyśmy znowu jakieś konkordatowo-preambułowe milu milu głasku głasku. Do szczęścia brakuje mi już tylko przechwycenia kontroli nad KRRiTV, za którym powinno pójść uważne przyjrzenie się temu, czy nasz ulubiony nadawca społeczny dokładnie spełnia warunki koncesji. Ale to pewnie nastąpi w najbliższym czasie.
Rydzyk sam sobie dał mata. Kaczystowskie bieno negro dało tym kolesiom fałszywe poczucie bezkarności – wydawało im się, że będą nie do ruszenia przez cztery lata, a może i jakąś wielokrotność. Więc szli na całego, „zamawiając pięć piw”, apelując o golenie głów zwolenników liberalizacji ustawy aborcyjnej, domagając się eutanazji prezydentowej, pomawiając kogo popadnie o agenturalność (sprawdzić czy nie ksiądz) i tak dalej.
Skąd biedaczek mógł wiedzieć, że tysiącletnia czwarta Rzeczpospolita rozleci się po dwóch latach? Może ugryzłby się w język wiedząc, że już za chwilę będzie apelować do „wszystkich ludzi dobrej woli” o wspieranie jego biznesików? Tu l’as voulu, pere Dandin. Z wyjątkiem garstki hardkorowych wyznawców kaczyzmu, nikt cię nie będzie bronić, Tuskowi zaś dałeś idealną metodę na podnoszenie notowań – gdy źle się dzieje, bij Rydza.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz