Kłamstwo ma krótkie spodenki


W sprawie zagłuszania pielęgniarek najbardziej fascynujące jest nie tyle samo zagłuszanie co komicznie nieudolne zakłamanie Jarosława Kaczyńskiego i jego otoczenia. Ja rozumiem, że premier czuł się zagrożony samą obecnością pielęgniarek w budynku. To w końcu były silne, postawne kobiety, a on taki mikry i taki samotny, bo Bielan z Kamińskim nie pozwolili mu zabierać mamuśki do Urzędu Rady Ministrów ze względu na imydż. Już na początku lat 90., gdy Kaczyński przechwalał się swoim pistoletem, ewidentne było, że to właśnie przez takich jak on w statystykach wypadamy tak jak wypadamy.
Domyślam się więc, że dopóki za ścianą były te groźne, muskularne kobiety, Kaczyński był cały roztrzęsiony i potrzebował kilku oficerów BOR w pełnym kevlarowym rynsztunku i po zaliczeniu jedenastodniowego kursu przytulania roztrzęsionych premierów. I nie odmawiam mu prawa do tej ochrony. Ale czy musiał w tej sprawie kłamać?
A skoro już postanowił kłamać – to czy musiał kłamać tak głupkowato? Przecież wiadomo było, że kłamstwo wyjdzie na jaw najpóźniej w chwili, w której jego następcy obejmą władzę i zaczną lustrować teczki. Pewnie nie spodziewał się, że jego tysiącletnia IV Rzeczpospolita przetrwa tylko dwa lata, ale nie spodziewał się chyba mimo wszystko objęcia władzy absolutnej na dziesięciolecia?
Jaki sens miało to, że najpierw funkcjonariusze reżimu kłamali, że nikt pielęgniarek w ogóle nie zagłuszał – rzecznik rządu druh Dziedziczak po raz kolejny splamił kłamstwem swój harcerski mundurek (co na to właściwie zarząd ZH4R?). Kiedy z kłamstw druszka Kłamczuszka już opadły krótkie spodenki, sam Kaczyński oznajmił, że zagłuszanie owszem było, ale nie chodziło o pielęgniarki tylko o „inne przyczyny związane z bezpieczeństwem państwa”. A gdy już kaczyści sięgnęli dna żenady, od spodu zapukał niezrównany minister Ziobro tekstem „Zagłuszanie było pomysłem Kaczmarka”. Cóż, ten pan wprawdzie już więcej nie ukradnie żadnego radioodtwarzacza samochodowego, ale chyba nas jeszcze nie raz zaskoczy jakimś kolejnym gwoździem do trumny.
Naprawdę nie prościej było od razu po męsku przyznać się do zagłuszania? Pewnie byłoby, ale z drugiej strony, skąd osoba potrafiąca coś zrobić po męsku miałaby się wziąć w towarzystwie Kaczyńskiego, Ziobry i druha Dziedziczaka?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz