Dzień konsumenta


A jednak nie mogę pozostawić tak ważnego święta bez blogonotki. Z okazji Dnia Konsumenta zapraszam do przepięknej galerii fałszywych starych reklam – jak naszym prapradziadkom reklamowano by Nintendo Wii, Macbooka czy SUV-a?
Historia konsumeryzmu fascynuje mnie od pewnego czasu. Za tymi wszystkimi brandami, na widok których mi samemu świecą się oczy, stoi przecież polityka, czasem bardzo interesująca.
Do 1945 roku Austriacy na przykład czuli się Niemcami – w imperium Habsburgów żyli ludzie, uważający sami siebie za Niemców, Czechów czy Polaków, ale nie istniało w nim coś takiego, jak „naród austriacki”. Lata 1918-1938 Austriacy spędzili sfrustrowani tym, że są Niemcami, którym traktaty zabraniają zjednoczenia z całością narodu niemieckiego. Lata 1938-1945 spędzili miotając się z wątpliwościami, czy to zjednoczenie rzeczywiście było taki fajnym pomysłem – a po 1945 roku spędzili je budując od zera swoją tożsamość, opierając ją m.in. właśnie na tym, że (rzekomo) konsumują inaczej niż Niemcy.
Strasznie fajne propagandowe filmy reklamujące „konsumpcję w ogóle” produkowano po drugiej wojnie światowej w USA. W dzisiejszych czasach konsumpcja jest potępiana z tak wielu ambon i tak wielu uniwersytetów, że dzisiejsze reklamy nie mogą już mieć tego cudownego bezwstydu reklam sprzed pół wieku.
Co do mnie, to uważam siebie za przedstawiciela straconego pokolenia. Spędziłem kawał życia w ustroju, w którym nie było mowy o bezwstydzie rozpasanej konsumpcji. Był to ustrój, w którym obywatela zmuszano do prowadzenia bardzo ekologicznego, bardzo oszczędnego, bardzo politycznie poprawnego życia. Jak ktoś przywiózł z Zachodu foliową torbę-reklamówkę, to jej nie wypieprzał do kosza, tylko chomikował na specjalne okazje. Samochody i benzyna były do tego stopnia niedostępne, że aż się z zazdrością patrzy na stare zdjęcia np. centrum Warszawy, w którym tak perwersyjnie łatwo było zaparkować, a powietrze było wolne od spalin (chyba, że akurat przejechała samotna Syrenka, ciągnąca za sobą błękitny kilwater spalin z dwusuwa). Inteligenci wyczekiwali na premierę nowej sztuki w teatrze, a nie na premierę nowego modelu Forestera.
Dlatego jak mi ktoś prezentuje lewicową utopię życia bez zniewolenia konsumpcją, to ja tak w teorii się z nim nawet zgadzam, ale niestety wszystkie moje freudowskie urazy chóralnie wtedy wołają: been there, done that, had enough for this lifetime. Bardzo mi przykro, pani Naomi Klein, może przemówi pani do moich dzieci, ale ja jestem dla pani stracony.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz