Jak odróżniać trybunały haskie

Zajrzałem sobie ostatnio do Psychiatryka24, gdzie jak zwykle znalazłem pokaz ignorancji doradcy Paliwody. Nietypowo dla mojego bloga, skomentuję go ściśle merytorycznie, bo chciałbym od czasu do czasu kogoś swoim blogiem wyedukować.
„Dlaczego Szarona nie postawiono, tak jak Milosevicia, przed obliczem trybunału haskiego?” – pyta Paliwoda, najwyraźniej zakładając, że sądzący Miloszewicia trybunał haski to instytucja do sądzenia zbrodniarzy „w ogóle”.
Trybunał do sądzenia międzynarodowych zbrodniarzy „w ogóle” powołano dopiero w roku 2002. Do jego kompetencji należą zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione po 1 lipca 2002 roku, a więc już choćby z tego powodu nie mógłby on się zajmować przypadkami opisanymi przez Paliwodę.
Kto zatem sądził Miloszewicia? ICTY, czyli tymczasowy trybunał powołany ad hoc dla osądzenia zbrodni popełnianych na terenie byłej Jugosławii po roku 1991. ICTY mógłby ewentualnie zająć się Szaronem, gdyby ten dokonywał jakichś zbrodni przeciwko międzynarodowemu prawu w tym terminie i na tym terytorium – inne zbrodnie po prostu nie wchodzą w zakres działań ICTY (stąd „Y” w nazwie).
Możliwość tworzenia takich trybunałów ad hoc przewiduje artykuł VII Karty Narodów Zjednoczonych (prawnicy Miloszewicia interpretowali go inaczej, ale to temat na inną dyskusję). Nigdy nie korzystano z niej podczas zimnej wojny. Po jej zakończeniu powołano dwa tymczasowe trybunały: ICTY właśnie oraz ICTR (zajmujący się Rwandą).
Więcej ich już raczej nie powstanie, bo ICC stworzono właśnie dla wyeliminowania takiej potrzeby. Czy kiedykolwiek będzie się on mógł zająć zbrodniami wojennymi popełnianymi – dajmy na to – przez USA w Iraku lub przez Izrael na okupowanych terytoriach? Ciężka sprawa, bo USA i Izrael nie ratyfikowały powołującego ICC traktatu, oba państwa zapowiadają też sabotowanie działań trybunału. Jako sympatyk tej instytucji obserwuję to oczywiście z dezaprobatą, a oficjalne tłumaczenia Izraela mnie nie przekonują. Polska natomiast ratyfikowała traktat, więc – przynajmniej teoretycznie – pewne wyczyny naszych dzielnych chłopców w Iraku i Afganistanie mogą niektórym z nich zafundować wycieczkę do Scheveningen (w praktyce jednak najpierw polski wymiar musiałby olewać sprawę, co wydaje się mało prawdopodobne).
Dlaczego wszystkie te instytucje złośliwie umieszczają swoje siedziby w Hadze, dla utrudnienia prawicowym publicystom trudnej sztuki odróżniania ich? Głównym powodem jest to, że od czasów Ligi Narodów w Hadze działa jeszcze inny trybunał – międzynarodowy trybunał arbitrażowy, rozstrzygający spory między państwami np. o podział wód terytorialnych. Wyrosła wokół niego infrastruktura, z której głupio było nie korzystać. Jeśli kiedyś powstanie międzynarodowy trybunał do ścigania niekompetentnych publicystów, to też właśnie do Hagi będziemy deportować wagonami redakcje „Gazety Polskiej”, „Superstacji” i takich tam.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz