Now Playing (54)


Siedzę ostatnio ciągle w tematyce Joy Division – jeszcze będzie jeden tekst w „Obciachach”, skoncentrowany już na samym trójkącie miłosnym – co oczywiście ma wpływ na moje plejlisty. Serdecznie polecam wszystkim soundtrack z filmu, a sam z niego ciągle słucham utworu „Warszawa” Davida Bowie.
Bowie, jak wiadomo, wracał w 1973 roku pociągiem z Moskwy i wysiadł w Warszawie. Rolę głównego dworca stolicy wciąż jeszcze pełnił wtedy Dworzec Gdański. Nie miał on wtedy jeszcze w zasięgu pieszego spaceru centrum handlowego Arkadia, nie był przebudowany pod kątem przesiadki z metrem, nie leżał w cieniu apartamentowców Inflancka.
Leżał na postapokaliptycznym industrialnym zadupiu towarzyszącym obwodowej linii kolejowej, która do dzisiaj jest jak źle zabliźniona rana na północy Warszawy – pomyślano ją jako element fortyfikacji a nie element infrastruktury miejskiej i to do dzisiaj widać w paru miejscach.
Bowie miał trochę czasu na spacer po mieście, więc wysiadł by zwiedzić Warszawę. Podobno doszedł pieszo do placu Komuny Paryskiej (dziś plac Wilsona). Fajnie jest wyobrazić sobie Bowiego mijającego się na Mickiewicza z Jackiem Kuroniem, bo przecież musiał przejść pod jego oknami!
Wciąż nie mogąc zrozumieć kim są mieszkańcy kraju, który ma taką stolicę kupił na placu Komuny w księgarni (której chyba już nie ma?) płytę z polską muzyką ludową, zapewne zespołu „Mazowsze”. Słuchał jej potem z Brianem Eno i tak powstała ich niesamowita wspólna piosenka – śpiewana w fikcyjnym języku opowieść o bardzo ponurej stolicy bardzo ponurego kraju.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz