Pan płaci… pani płaci…

Był kiedyś rysunek Mleczki przedstawiający pana i panią w sytuacji ewidentnie postkoitalnej. Pan odprężony i zadowolony, do pani zaś właśnie teraz dotarła przykra prawda i krzyczy „to teraz dopiero mi pan mówi, że jest pan reżyserem filmów ANIMOWANYCH?”. Nie mogę się oprzeć przede skojarzeniem z tym rysunkiem, chcąc się pochwalić powołaniem na eksperta Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.
Zanim jednak będziecie mi chcieli przylutować w słusznym gniewie, że przyczyniłem się do wydania Waszych podatków na jakiegoś typowego polskiego snuja, komedię romantyczną czy patriotyczny film o powstaniu lutowym (nie wiem jakie było akurat w lutym, ale jakieś chyba musiało być, no nie?), usprawiedliwię się od razu, że mam ekspertyzować tylko filmy animowane. A więc jeśli do czegoś się przykładam, to tylko do wyprowadzania pieniędzy publicznych na filmy w stylu „Katedry” i „Piotrusia i wilka”, a to jednak zupełnie inna rozmowa, kto nie lubi Bagińskiego, na tego plonk i anatema.
Wypełniając tzw. kartę ocen eksperta zwróciłem jednak uwagę na szczegół, o którym – jak wynika z szybkiego gugla – pisał już dwa lata temu tygodnik „Nie” (innych komentarzy nie wyguglałem). W karcie ocen widnieją pozycje pozamerytoryczne. W przypadku filmów animowanych jest to ocena za przydatność dla widowni dziecięcej (maks. 7 pkt), zastosowanie nowoczesnych technologii (6 pkt), znaczenie dla kultury narodowej, tradycji polskiej, sięganie do dziedzictwa kultury, promowanie postaw patriotycznych i obywatelskich (6 pkt) i promowanie wartości humanistycznych (5 pkt).
Niepokojące jest dla mnie już samo oddzielenie wartości humanistycznych i obywatelskich (ciekawe, jak wyglądałby projekt filmu dostającego maksimum za patrio i minimum za huma: byłoby to np. jakieś sado-porno o linczowaniu niemieckich agentów?). Ale dziwne jest dla mnie to, że chociaż najchętniej nieba bym przychylił projektowi takiego filmu jak „Robot Chicken” (dzięki dla blogokomentatorów, którzy mnie od tego uzależnili!), to oczywiście musiałbym mu przyznać w tych kategoriach minimum – bo to ani dla dzieci, ani nowoczesne, ani patrio, ani huma.
Z drugiej strony, nawet ociekającą szmirą projekt filmu może dostać na starcie 24 punkty tylko za to, że propaguje humanistyczne wartości odwołując się do legendy o Smoku Wawelskim i jest nowocześnie wyrenderowany Rendermanem i umajony Mayą. To przeszło połowa sumy punktów niezbędnej do uzyskania rekomendacji (55 pkt). Nie znam formularza oceny filmów fabularnych, ale jak wynika z tekstu z „Nie”, tam też są podobne pozamerytoryczne pozycje.
I kiedy widzę, że pieniądze podatnika dostał mistrz Żamojda na film „Skorumpowani” („Współczesny dramat sensacyjny poruszający także temat skomplikowanych relacji rodzinnych i trudnych wyborów młodych ludzi, którego głównym tematem jest przerzut narkotyków z Bałkanów do Anglii. Jednym z głównych przesłań projektu jest ponadto promowanie sportu jako antidotum na narkotyki i przemoc”) to zaczynam się domyślać, po kiego grzyba do sensacyjnej fabuły wpleciono „skomplikowane relacje rodzinne” i „promowanie sportu jako antidotum”. Co będzie następne, Mariusz Pujszo o Janie Pawle II?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz