Sic! I pfuj!

Mole książkowe często mają ten problem, że trzymają się staroświeckich, słownikowych znaczeń różnych powiedzonek, którymi chętnie posługują się też ludzie o niskim poziomie erudycji ogólnej dla nadania sobie pozorów yntelygenckości. Czytając ich wypowiedzi człowiek oczytany czuje się bezradny, bo nie wie, jakie znaczenie nadał im ktoś nieoczytany – wie tylko, że znaczenie słownikowe nie pasuje.
Ostatnio taką bezradność odczuwam napotykając różne dziwaczne zastosowania łacińskiego słówka „sic”. Dosłownie oznacza ono „[własnie] tak”, por. „sic transit gloria mundi”, a gdy opatrzymy je wykrzyknikiem, możemy się nim posłużyć przytaczając jakiś bulwersujący cytat, aby upewnić naszego czytelnika, że właśnie tak powiedziała cytowana osoba, wcale z niej nie robimy strawmana.
Ludzie o niskiej erudycji używają tego powiedzonka tymczasem jako… no właśnie, sam nie wiem czego – zamiennika przekleństwa? Jest na przykład gościu o ksywce Yayco na platformie blogowej Tekstowisko, który sika w praktycznie każdej swojej wypowiedzi – i zawsze przy tym nieprawidłowo. Por. np. „No to rzeczywiście tego danego Połówki Pani pogratulować, że sam Zasowa jak Pani w sieci siedzisz i głodne (sic!) kawałki zasuwasz”. Znaczy, co tu jest cytatem – „głodne”? Inny przykład: „„Ale uwierz mi Pan, znałem kiedyś jednego takiego, co czeską (sic! i pfuj!) herbatę w papierku zaparzał cztery razy”. To sugeruje, że rzeczywiście kolesiowi się wydaje, że „sic!” to coś w rodzaju eleganckiego przekleństwa.
W Psychiatryku24 odpowiednikiem Yayca jest niejaki Trystero, sikający równie chętnie i równie błędnie. Spórzmy np. na jego wywody o korupcji w PSL: „To opowieść o zepsutym do cna systemie, w którym całoroczne plany i kalkulacje drobnych przedsiębiorców przepadają przy zielonym (sic!) stoliku”. Autor zastosował tutaj to powiedzonko w wyjątkowo błędnym kontekście, chodziło mu bowiem zapewne o coś w stylu „nomen omen” albo „pun intended”, ten stolik jest bowiem przecież jakimś tworem metaforyczno-symbolicznym. Na pewno nie pasuje do tego dopisek, dla inteligentnego człowieka oznaczający „tak, chodzi mi o właśnie realnie istniejący stolik, a nie o żadną metaforę”.
Przeguglanie Psychiatryka pod kątem słowa kluczowego „sic!” ujawnia bezmiary głupoty. Oto następny przykład niejakiego Jarząbka: „Nie potępiam ludzi, którzy posiadają skłonności homoseksualne lub którzy uważają się za gejów. Jednak obnoszenie się z tym, co intymne (sic!) na zewnątrz oraz przekonywanie innych, że to norma, uważam za kompletą abberację.” Czy autorowi chodziło tu o to, że jakiś homoseksualista zapewnił go, że jego homoseksualizm jest bardzo intymny i że właśnie ta teza go zaskoczyła?
Nabijam się tutaj z prawicowych matołków z Psychiatryka, ale błąd robi się coraz popularniejszy. W najnowszej „Lampie” niejaki Łukasz Saturczak w recenzji z płyty Lao Che pisze: „Obawiam się, że ludzie, którzy roszczą sobie prawo do monopolu na głoszenie prawdy, płytę zignorują lub oskarżą o próbę oczernienia religii wszystkich Polaków (sic!)”. Panie Saturczak, jeżeli ci ludzie są przykładem hipotetycznym z Pańskich obaw, to Pan nie masz prawa na nich sikać, chyba że chcesz Pan, żeby ciemną nocą duch Kopalińskiego pierdyknął Pana bez łeb egzemplarzem słownika.
W ramach puenty, inny kwiatuszek z Psychiatryka. Niejaki Canislupus zadaje dramatyczne pytanie „Czy wy nas macie za idiotów?!” i straszliwie rozwlekle pisze, że oburzają go media. W tym taki cytat: „Przyznam szczerze, abstrachując (sic!) słowa piosenki Kazika (podobny zabieg pozowliłem sobie zasotsować w tytule) "Mam dwadzieścia lat z okładem, głupi jestem tak jak byłem"…”.
Panie Yayco, panie Trystero, panie Saturczak, patrzcie na prawidłowe zastosowanie powiedzonka „sic!”. Opatrzyłem nim wypowiedź psychiatrykowego blogera, bo po pierwsze napisał „abstrahując” przez „ce ha”, a po drugie ewidentnie pozajączkowały mu się yntenygenckie obce słowa (z kontekstu wynika, że chciał piosenkę Kazika strawestować, a nie od niej abstrahować).
Panie Canislupus – jeśli o mnie chodzi, to tak.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz