Bez niej bułeczki gorzej chrupią

Jej, to już 19 lat „Gazety”? Sam w niej pracuję prawie 11 lat, a więc już przeszło połowa gazetowej historii pokrywa się z moją osobistą biografią. Ale tak naprawdę czuję się związany od pierwszego numeru. Byłem zawsze wiernym czytelnikiem, nawet dzisiaj śniadania bez „Gazety” mi gorzej smakują (dlatego chociaż teoretycznie mogę dostawać za darmo, i tak kupuję ją razem z masełkiem i bułeczkami). W latach 1989-1997 czytałem „Gazetę” kompletnie się z nią nie zgadzając. Uważałem ją wtedy (jako młody ideowy marksista) za klerykalno-neokonserwatywny element transformowania Polski w kolonię globalnego kapitału. W zasadzie z żadnym autorem „Gazety” się nie zgadzałem w podstawowych sprawach. Wysyłałem gniewne listy do redakcji (a to było w czasach, w których list się drukowało na papierze, kupowało znaczek i szło do skrzynki pocztowej – ciekawe ilu dzisiejszym blogokomentatorom by się chciało?). Niektóre się nawet ukazywały, oczywiście drastycznie okrojone i ocenzurowane przez prawicowo-klerykalnych siepaczy Michnika tak żeby wyszło, że lewica i tak nie ma racji, a Kieślowski to lepszy reżyser od Tarantino.
Kiedy dostałem w 1997 propozycję pracy w „Gazecie”, nawet przez chwilę chciałem z wyższością odmówić, że nie będę się sprzedawać polskiej burżuazji kompradorskiej, ale szczerze mówiąc, miałem taki finansowy nóż na gardle, że wybrałem strategię zmieniania systemu od wewnątrz. Strategia niewątpliwie przyniosła owoce – gdyby dziś na jakimś internetowym forum zadać pytanie o ideową tożsamość „Gazety”, usłyszymy praktycznie jednogłośną opinię, że jest to pismo lewicowo-laickie, będące narzędziem przekształcania Polski w ateistyczny eurokołchoz rządzony przez brukselskich socjalistów (opinia stałych bywalców mojego bloga się nie liczy, bo panuje tu ostra selekcja). Mogę więc chyba uznać, że moje zmienianie systemu od środka się powiodło?
Teraz czeka mnie więc misja nie mniej ambitna: w ciągu następnych 10 lat doprowadzić do przesiadki „Gazety” na mekintosze! Zdaje się, że niedługo bardzo tanio będzie można kupić kompletne applowskie wyposażenie redakcji, kiedy Herr Axel Springer pogodzi się wreszcie z tym, że „Dziennik” już nie ma szans na prześcignięcie „Rzeczpospolitej”?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz