Korwin-Mikke o zasadach

W ramach bawienia się rocznicowo upublicznionymi GW-Files, wyciągnąłem swój artykuł z roku 2000, do którego mam dziwny sentyment. Lubię pisać takie teksty, jakie sam lubię czytać. Zważywszy, że – jak to już parokrotnie pisałem – traktuję gazetę jako środek uprzyjemniający śniadanie (lub podróż), domagam się jako czytelnik przede wszystkim rozrywki. Sążniste wywody Wielkich Autorytetów Dotykające Spraw Zasadniczych czytam zwykle w ostatniej kolejności, bo w końcu przy śniadaniu nie chciałbym też, żeby słoik dżemu prawił mi morały.
Nie oczekuję jednak od gazety tematyki tabloidowej, bo tradycyjny repertuar tabloidów – ploteczki z życia selebristisów – jakoś kompletnie mnie nie rusza. Lubię za to rozrywkowe traktowanie sprawach ważkich, jak na przykład wybory prezydenckie. Kiedyś „Gazeta” uruchamiała w lecie specjalny blok programowy zatytułowany „Gazeta na plażę” i proponowałem w nim różne odczapistyczne materiały – najbardziej dumny jestem z mojego przeglądu prac magisterskich kandydatów prezydenckich wyborów z roku 2000 (które ostatecznie w pierwszej turze wygrał facet, o którym nie miałem w tym artykule nic do napisania).
Odwiedzających mojego bloga czasem korwinistów zapraszam do fragmentu o pracy magisterskiej Korwina „Metodologia Stephena Toulmina”, obronionej na Wydziale Filozofii UW w roku 1969.
Toulmin był emotywistą. „Przedstawiciele tego nurtu chcieli oczyścić język filozofii z wszelkiego zbędnego bełkotu, zostawiając tylko takie zdania, które dadzą się weryfikować empirycznie (np. "dziś pada deszcz") lub formalnie ("dwa razy dwa to cztery"). Szybko stanęli jednak przed problemem zdań takich jak "nie mów fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu". Zdania tego nie da się ocenić w kategoriach prawda/nieprawda ani uznać za zbędny bełkot i usunąć. Emotywizm próbował wybrnąć z tej pułapki poprzez uznanie, że takie zdania wyrażają osobisty, emocjonalny stosunek podmiotu do danej praktyki. Zdanie "Kłamstwo jest złem" oznacza więc dla emotywisty coś w rodzaju "Nie cierpię, kiedy ktoś kłamie".
(…) Czytelnikom, którzy na podstawie tej prezentacji zaczęli podejrzewać Korwin-Mikkego o brak zasad, należy się wyjaśnienie. Istotnie, emotywista nie wierzy w możliwość poznania obiektywnych kryteriów dobra i zła (co nie oznacza, że nie wierzy w ich istnienie). Z drugiej strony jednak osoba wierząca w możliwość poznania tych kryteriów – czyli tzw. obiektywista – może wiedzieć, co jest dobre, a co złe, ale z jakichś powodów wybierać zło. Znaczna część klasyki literatury światowej opisuje dramaty obiektywistów (przecież Makbet wie, że zamordowanie Duncana jest obiektywnie złe – a jednak morduje). Otóż dla emotywisty taki dramat nie istnieje. Zło sprawia mu po prostu przykrość. Deklaracja "nie będę podpisywać złych ustaw" w ustach prezydenta-emotywisty jest równie naturalna jak "będę jadł czekoladę" w ustach łasucha. Jednak – z drugiej strony – nie ma pewności, że wetowane przez prezydenta ustawy będą złe obiektywnie. Będą złe według jego kryteriów – które mogą być inne niż kryteria wyborców, o czym też warto pamiętać.
Tak tylko sobie przekleiłem, bo chociaż emotywizm wydaje mi się filozoficzną ślepą uliczką, to jednak doceniam samą próbę. Nice try but no banana, jak mawiają ironiczni marksiści.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz