Now Playing (59)


B-52’s – w czasach mojej ponurej młodości, to była TA grupa. Do dzisiaj uważam zresztą, że nie ma lepszej muzyki imprezowej od kawałków takich jak „Rock Lobster”, „Private Idaho” czy „Planet Claire” (note to self: zrobić ranking od czapy poświęcony piosenkom o planetach). Wprawdzie żadne ze mnie imprezowe zwierzę, ale chyba akurat nie była to najbardziej ekscentryczna z moich cech (w każdym razie nie w latach 80.).
Przeważnie odnoszę się bardzo sceptycznie do pomysłów typu „powrót Bauhausu po latach”, na tyle sceptycznie, że nie daję im nawet „benefit of doubt”. Defaultowo zakładam, że będzie to syf wyprodukowany dla szybkiego zastrzyku kasy.
Kiedy w ajtjunsach pojawił się wirtualny singiel „Funplex” zapowiadający nowy album, kliknąłem na niego bez przekonania. Półminutowe zajawki były jednak tak porywające, że od razu z przekonaniem kliknąłem na „Buy Album” i im bardziej słucham, tym mniej żałuję.
Skoczny rytm, wpadający w ucho riff, wesoła wokaliza Kate Pierson i zaraz za nią melorecytacja Freda Schneidera. B-52’s w ogóle się nie rozwinęli przez te ćwierć wieku – i chwała im za to. „Funplex” nie brzmi w ogóle, jakby go nagrano w XXI wieku – brzmi raczej tak, jakby nagle odnaleziono zagubione taśmy z sesji nagraniowej B-52’s z roku, dajmy na to, 1985.
Nie żebym był jakimś fanatycznym oldskulowcem, ale przecież XXI wiek to epoka remiksów. Odpowiada mi taka sytuacja, że B-52’s nagrywają piosenkę po staremu, a Scissor Sisters czy (zwłaszcza) CSS miksują ją po nowemu. Zresztą „Funpleksa” szczególnie serdecznie akademickiej młodzieży z Wadowic polecam właśnie w miksie CSS.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz