Serio o drogach ekspresowych

Gdyby jakimś cudem SLD wygrało wybory w 2005 roku, śmigalibyśmy teraz z Warszawy autostradą od węzła Konotopa aż do Portugalii, bo nigdy tempa budowy nie było takiego, jak za rządów Belki i Millera (proszę przeanalizować ten wykres!). Rzecz jasna, zarobiłoby na tym mnóstwo koruptokratów… fajn baj mi, wolę nieuczciwą autostradę od jej uczciwego braku. Niestety, SLD komuchy przegrały, solidaruchy wygrały, więc mamy kolejne trzy zmarnowane lata.
Niektórzy próbowali wyłuskać jakieś racjonalne jądro z idiotycznej deklaracji Tuska o budowaniu dróg ekspresowych zamiast autostrad – niestety, wygląda na to, że rzeczywiście chodziło o zbudowanie S2 zamiast A2. Nie ma takiej prawnej możliwości, żeby to zrobić bez gigantycznego odszkodowania dla Kulczyka, więc cały ten bełkot był aktem czystej żywej platformerskiej głupoty.
Żeby ukoić nerwy, pomówmy spokojnie o drogach ekspresowych. Choć to temat pozornie inżynieryjny, panuje tutaj miły publicystym kulturalnym relatywizm – co jest drogą ekspresową a co autostradą, zależy od ustawionego znaku.
Oczywiście, istnieje prawna definicja, ale dowcip polega na tym, że prawo nie zabrania ani postawienia znaku „droga ekspresowa” przed drogą o parametrach autostrady, ani znaku „autostrada” przed drogą o parametrach ekspresówki (vide pohitlerowska część A4). Dodajmy jeszcze, że w niektórych krajach istnieje pojęcie „autostrady w półprofilu” – w rezultacie do przejścia Zwardoń-Skalite nasi słowaccy sąsiedzi budują autostradę D3 a my jednojezdniową drogę ekspresową S69. Parametry obu będą jednak zbliżone, mimo pozornej różnicy klasy.
Hasło „drogi ekspresowe zamiast autostrad” pozbawione jest więc w gruncie rzeczy. Planowaną sieć autostrad w Polsce i tak drastycznie okrojono do trzech: tylko jednej południkowej (A1, której 64-kilometrowy odcinek jest ostatnią autostradą w budowie w spadku po rządzie Belki) i dwóch równoleżnikowych, A2 i A4 (z dwiema wypustkami w postaci A8 i A18). Plus szczątkowa A6, czyli obwodnica Szczecina. Tu już został sam szkielet, nie ma z czego dalej rezygnować.
Najstarszą drogą ekspresową w Polsce jest o ile mi wiadomo fragment S3 obok Szczecina, wybudowany przez Niemców jeszcze jako autostrada – co przypomina o tym, jak bardzo to pojęcie jest arbitralne. Najstarszą drogą ekspresową wybudowaną jako droga ekspresowa jest chyba obejście Trójmiasta, czyli S6 – pamiątka po inwestycyjnym skoku czasów gierkowskich, podobnie jak S1, czyli wschodnie obejście GOP.
W wolnej Polszcze eski budowano początkowo prawie wyłącznie jako parokilometrowe obwodnice. To się zaczęło zmieniać na wielką skalę od chwili wejścia do Unii. W tej chwili na przykład S3 to już nie jest tylko kilka pipsztyczków, ale wielki plac budowy, z którego do 2010 wyłoni się jeden odcinek od Szczecina po obwodnicę Gorzowa Wlkp (zresztą zbudowaną przez samorząd, znudzony czekaniem na warszawskich pierdzistołków).
Podobnie S7 i S8, dla warszawiaka ważniejsze od A1, jeszcze w tym roku z rozproszonych obwodnic przekształcą się w parudziesięciokilometrowe odcinki, a do 2012 będą to już spore krechy na mapie, w dodatku tworzące zachodniąą obwodnicę Warszawy (na Prasie Trymasa już widać jakieś maszynerie budujące węzeł z S8).
Platformersi, jeśli zmarnujecie jeszcze jeden rok budowy A2, nie wyrobicie się przed tym waszym zakichanym Euro. To w ogóle do was dociera?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz