Spisek z Agory


Snuję się po ruinach Agory, rzucony tu przez miły służbowy wyjazd („Bardzo odpowiada mi taki układ, że płacę wysokie podatki, ale za to nikt nie głoduje, dlatego wolę zostać w Szwecji” – usłyszałem przed chwilą z ust Stellana Skarsgarda). Zastanawiam się, jakim cudem mogła się tej temperaturze narodzić cywilizacja europejska – sam ciągle marzyłem o powrocie do klimatyzowanego hotelu.
W przepalonej czaszcze narodziła mi się więc szalona idea – a może mędrcy z Agory postanowili założyć cywilizację właśnie po to, żeby ktoś wreszcie wynalazł cholerną klimę?
Co do tego było potrzebne? Chyba najważniejszym wynalazkiem Agory było samo poznawanie dyskursywne – taki pomysł, że jeden filozof musi drugiego przekonać w publicznej dyspucie przynajmniej udając, że ma jakieś argumenty. Niby nic, ale przecież w innych kręgach kulturowych dominował raczej tryb Mistrz – uczniowie. Koany zen służą własnie wyłączeniu poznawania dyskursywnego, żeby przestać się spierać z sensei i ślepo wykonywać polecenia.
Poznawanie dyskursywne trzeba było jednak połączyć z monoteizmem, żeby odrzucić helleńskie podejście do przyrody, że jeśli gdzie indziej mają innych bogów, to mogą tam mieć również inną naturę. Monoteizm już wtedy znano w innym zakątku Morza Śródziemnego, ale jego wyznawcy akurat byli (wtedy) dalecy od dyskursywności i potrzebowali zastrzyku helleńskiej filozofii, żeby ich religia wyszła z fazy głupawych przesądów pasterzy kóz.
Musieli więc poznać filozofę helleńską. Jak? W ramach spisku mędrców z Agory, Ateny dały sobie (pozornie) spuścić łomot w bitwie pod Cheroneą, dając szansę Macedończykom na stworzenie sporego imperium, które trwało krótko, ale wystarczyło, by palestyńscy czciciele monoteizmu wznieśli gromkie „lochaim!” za kiepełe Platona i Arystotelesa.
Potem mędrcy z Agory znów pozornie dali się podbić Rzymianom, żeby ci stworzyli kolejne wielkie imperium. W jego skład znów wchodziła Palestyna, więc imperium wylansowało na całą Europę produkt zderzenia hellenizmu z judaizmem, czyli kult Dżizasa Ejcz Krajsta.
Jego wyznawcy uzbrojeni byli w helleńską logikę i monoteistyczne przekonanie, że natura wszędzie jest taka sama, bo wszędzie rządzi ten sam Bóg. Dzięki temu spierając się o demony na końcu szpilki, przy okazji sformułowali podstawy metodologii nauk – różne tam brzytwy Ockhama i metody hodowli magistrów i doktorów. Dzięki temu po iluśtamset latach odkryli podstawy termodynamiki.
Przy okazji byli też monoteistycznie nietolerancyjni. Jeśli wszędzie jest ten sam Bóg, to nie możesz już skwitować wzruszeniem ramion wiadomości o tym, że w sąsiednim polis czczą innego Boga. Albo nawet tego samego, ale troszkę inaczej. Musisz ich albo przekonać po dobroci, albo ich wyrżnąć do nogi, bo lepiej dla nich uzyskać zbawienie na stosie niż żyć dalej w grzechu.
W efekcie wyznawcy monoteizmu musieli wyjątkowo często spierniczać z Europy, bo woleli ryzykowne osiedlanie się w miejscach takich jak Roanoke, niż pewny stryczek, topór czy stos, które groziły im w okolicach Londynu.
Założone przez nich po drugiej stronie oceanu kolonie przekształciło się w całkiem spore państwo, w którym panował wysoki poziom nauki i techniki i jednocześnie spora jego część miała klimat jeszcze gorszy niż w Atenach. Dlatego właśnie inżynier Willis Carrier mógł po pierwsze, wiedzieć jak skonstruować takie ustrojstwo, a po drugie – od razu liczyć na wielu klientów od Florydy po Kalifornię.
A w końcu machiny jego pomysłu trafiły w okolice Akropolu, wieńcząc trwający dwadzieścia parę stuleci spisek mędrców Agory. Teoria oczywiście od czapy, ale dokonałem przynajmniej jednego ważnego odkrycia, dowodzącego zresztą, że jestem dupa, nie elektrochemik-lingwista. Dopiero tabliczka na zdjęciu uświadomiła mi skąd się wzięły słowa „katoda” i „anoda”!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz