De toutes les routes d’Europe


Mój blog jeszcze nigdy nie miał porządnej przerwy urlopowej. Zacząłem go prowadzić w sierpniu 2006 po powrocie z wakacji. W lipcu 2007 zapowiedzianą przerwę odwołałem w związku z moim nieszczęsnym wypadkiem. O ile teraz nic robie nie rozbiję, to blog za parę dni wreszcie zamilknie na nieco dłużej.
Jest pewien spór głęboko dzielący polskie społeczeństwo, który jeszcze nie zaiskrzył się na moim blogu – żałuję, bo zajmuję w nim nie mniej radykalne stanowisko niż w sporach o iPoda czy lustrację. To mianowicie spór o to, czy z Warszawy na południe należy jechać przez Czechy czy przez Słowację.
Jestem za Słowacją, co częściowo wynika z argumentów irracjonalnych (w ogóle lubię Słowację), a częściowo z pragmatycznych. Tradycja jechania przez Cieszyn, Brno i Wiedeń to tradycja naszych praojców, jadących nad Adriatyk jeszcze w czasach, w których jechało się do Jugosławii przez Czechosłowację.
To byłaby bardzo fajna trasa, gdyby Niemcy zdążyli dokończyć rozpoczętą w 1938 budowę autostrady Wiedeń – Brno – Wrocław. Ale nie zdążyli, więc pozostały kawałki wykorzystywane przez obecne czeskie drogi ekspresowe, a częściowo będące atrakcją dla eksploratorów ruin. Za węzłem Pohorelice urywa się więc ekspresówka R52 i odtąd już do Wiednia jechać będziemy przez miasteczka tyleż malownicze, co spowalniające jazdę.
W dodatku droga doprowadzi nas do samego centrum, gdzie ugrzęźniemy w korku usiłując przecisnąć się do upragnionej Sudautobahn, czyli autostrady A2 biegnącej w stronę Włoch, Słowenii i Chorwacji.
To się wszystko ma podobno zmienić w sezonie wakacyjnym 2011, kiedy Austriacy i Czesi pobudują odpowiednie autostrady i ekspresówki. Przez najblisze 3 lata polecam jednak Słowację. Aczkolwiek z kawałeczkiem Czech, bo od kiedy my ukończyliśmy dwa lata temu S1 z Bielska-Białej do Cieszyna, prowadząca prosto do Słowacji droga przez Zwardoń i Skalite pozostaje ciekawostką turystyczną (i do 2011 to się poprawi tylko w nieznacznym stopniu).
Z Cieszyna przebijamy się w stronę słowackiej Czadcy, gdzie wita nas pierwszy kawałeczek autostrady (w półprofilu, ale zawsze). Ta aż do Poważskiej Bystrzycy będzie pojawiać się i znikać, ale za Bystrzycą zaczyna się na dobre – jeśli taka wola, możemy nieprzerwanie jechać teraz autostradą aż do obcasów włoskiego buta. Pod koniec zeszłego roku Austriacy oddali bowiem do użytku autostradę A6 – Nordostautobahn, łączącą słowacką i austriacką sieć dróg samochodowych.
W dodatku ta nas nie prowadzi do centrum Wiednia, tylko daje możliwość ominięcia stolicy ekspresówką S1 do węzła Vösendorf, skąd możemy mknąć albo na południe A2, albo A21 na Zachód, w stronę Salzburga, Innsbrucka, Monachium i tak dalej. Tak jak Charles Trenet polecał Route Nationale 7, tak ja polecam słowacką dalnicę numer jeden.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz