Groźba kobiecej lustracji


Się doklikałem w jutubce do wykładu szejka Qaradawi poświęconego kobiecej lustracji. Jest tak uroczy, że pozwoliłem sobie poświęcić mu blogonotkę. W lustrze innej kultury wyraźniej można zobaczyć paradoksy seksistowskich ograniczeń kultury rodzimej.
Poza tragikomicznymi rozważaniami szejka o tym, jak kobieta naraża się w ten sposób na śmierć lub przynajmniej chłostę, jego wykład sprowadza się do stwierdzenia, że o ile w przypadku mężczyzny, to może nie jest godne pochwały, ale też nie jest to temat zasługujący na to, by się o nim rozwodzić, ale kiedy robi to kobieta… KOBIETA!!!… ooo, wtedy po prostu imam Terliq’frondawi czy też ksiądz Alkajdzki aż nie mogą usiedzieć z podniecenia, tak bardzo chcą zapagować satanasa.
Notkę ilustruję nie wykładem szejka (samo linkowanie już budzi we mnie pewne wątpliwości), tylko zajawką absolutnie rewelacyjnego filmu dokumentalnego „This Film Is Not Yet Rated”. Leciał w jakiejś polskiej telewizji (bo pamiętam, że pisałem o nim entuzjastyczny tekst do „Telewizyjnej”), ktoś wrzucił też spore fragmenty do jutubki. Choć oczywiście ten film opowiada o zupełnie innym kraju, to jednak ujawnia wciąż dominującą w kulturze tego kraju stukturę myślenia identyczną jak u owego szejka.
Tu też nawet pojawia się temat kobiecej lustracji. Kevin Smith opowiada dokumentaliście o swoich cenzuralnych problemach związanych z „Jersey Girl”. Postać grana przez Liv Tyler snuje tam bardzo szczerą rozmowę z postacią graną przez Bena Afflecka i przy tej okazji wyznaje, że lubi się lustrować. Samo takie wyznanie oznaczało podbicie kategorii wiekowej – i to właśnie dlatego, że pada z ust kobiety.
Od stuleci patriarchalizm zakłada, że kobieta, która sama z siebie może mieć na coś ochotę, to [tutaj wstaw jakieś obelgi, wymyślane pod adresem takiej kobiety w danej epoce]. Możemy się więc chichrać z seksistowskiego mizogynizmu szejka Quaradawiego, ale będziemy chodzić do kina amerykańskie filmy, cenzurowane według reguły „kobieta zastrzelona – PG13”, „kobieta napalona – NC17”.
To jeden z powodów, dla których nie lubię spoglądać na konflikt „dżihad kontra MacŚwiat” przez pryzmat huntingtonowskiego zderzenia cywilizacji. Cywilizacja, z którą się identyfikuję, to permisywistyczna laicka „cywilizacja śmierci”, w której etykę seksualną sprowadza się do zasady „informed consent”. Dziwolągi twierdzące, że krótkie spódniczki są sprzeczne z Koranem, bo „niszczą relacje międzyludzkie i zagrażają trwałości instytucji rodziny” są tymczasem po obu stronach huntingtonowskiego konfliktu.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz