Tusk lepszy od Kaczyńskiego

Dopiero w ten weekend rząd Donalda Tuska stał się dla mnie Oficjalnie Lepszym Rządem od rządu Jarosława Kaczyńskiego. Rząd Kaczyńskiego był jaki był, ale pozostawił po sobie 105 km autostrad w budowie. Rząd Tuska przelicytował to w piątek podpisując umowę z Kulczykiem na budowę A2 do niemieckiej granicy.
Pozwolę sobie raz jeszcze zauważyć, że w alternatywnym świecie, w którym nie byłoby afery Rywina – niewątpliwie pogrążeni bylibyśmy w dolinie nicości i cywilizacji śmierci, ale za to ten odcinek autostrady powstałby w latach 2005-2007 (tak jak to nawet obiecywały już niektóre mapy samochodowe Europy). Oczywiście, wzbogaciłby się na tym niepomiernie Kulczyk, ale przynajmniej żyłby dalej profesor Geremek. Coś za coś.
Zróbmy więc krótkie podsumowanie, bo dawno go tutaj nie było. Jest jeszcze w budowie ostatni odcinek autostrady zainicjowany przez rządy SLD – to 64 kilometry A1 łączące Gdańsk (teraz już właściwie Tczew) z Grudziądzem. Tej jesieni Tusk uroczyście przetnie na nim wstęgę, jak Potwór Spaghetti pozwoli, to i mniej więcej razem z pierwszymi odcinkami zainicjowanymi przez Kaczyńskiego.
Chwila podpisania umowy jest dla mnie ważniejsza od chwili wbicia pierwszej łopaty, bo praktyka ostatnich 10 lat pokazuje, że od podpisania umowy wszystko jest już z górki. Wąskim gardłem w budowie autostrad nigdy nie był brak inżynierów, jak to kiedyś sugerował Ludwik Dorn. Problemem zawsze byli urzędnicy, którzy nie potrafili rozpisać przetargu i pozałatwiać wszystkich papierków tak, żeby jednemu pozwoleniu nie wygasła ważność, zanim załatwi się następne. Problem budowy autostrad w Polsce zawsze więc był problemem z zakresu filozofii państwa i społeczeństwa obywatelskiego – a więc był czysto humanistyczny.
W Polsce w tej chwili mamy w budowie 351 km autostrad, z czego najprawdopodobniej 116 zostanie oddane w tym roku. Składa się na to wspomniane wyżej 64 kilometry pozostawione w budowie przez rząd Belki oraz pozostawione przez rząd Kaczyńskiego 50 km A4 do niemieckiej granicy i 2 km pipsztyczka Stryków I – Stryków II. Poza tym rząd Kaczyńskiego zainicjował 20 km A4 Kraków – Szarów i fragmenty A1 Sośnica-Bełk oraz Świerklany-Gorzyczki. Wszystko to powinno być oddane w przyszłym roku, aczkolwiek te fragmenty A1 nie są połączone ani ze sobą, ani z siecią drogową kraju, więc w 2009 będą jeszcze tylko ciekawostką.
Tuskowi przypada zasługa zainicjowania budowy węzła Sośnica oraz odcinka Bełk – Świerklany (dzięki czemu w roku 2010 będzie już można jechać z Warszawy w świat ciągiem gierkówka – A4 – A1 – czeska D1, a potem już ho, ho, Praga, Wiedeń, Wenecja…), rozpoczęcie fragmentu autostradowej obwodnicy Wrocławia A8, dociągnięcie budowy A1 do Torunia i, od tego weekendu, A2 do niemieckiej granicy. To ostatnie kierowców ucieszy jednak dopiero w 2011.
W sumie Tuskowi zawdzięczamy już 182 km w budowie. Do końca roku jednak GDDKiA ma szanse wyłonić koncesjonariusza (i podpisać z nim umowę) odcinka A2 między Strykowem a Warszawą, wyłonić wykonawcę A1 Stryków – Pyrzowice. oraz rozpocząć budowę A4 Szarów – Tarnów. Może dojść kolejne sto parędziesiąt kilometrów, a z trzema setkami na liczniku Tusk doścignie już nawet Millera.
W notce na tak radosny temat nie ma miejsca na wulgaryzmy, bez komentarza pozostawię więc kwestię dorobku rządu Marcinkiewicza (czyli 0 km).

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz