Uroki globalnego ocieplenia

To jeszcze nie jest planowana notka o globalnym ociepleniu – do której szykuję się dość leniwie, bo skądinąd wiem, że w grudniu będę musiał dużo o tym czytać, więc mi się na razie nie chce – ale ostatnia trąba powietrzna nadaje pewien aktualnościowy kontekst.
Globalne ocieplenie niektórzy infantylnie wyobrażają sobie tak, że od tego po prostu wreszcie da się kąpać w Bałtyku, a Bieszczady staną się cenioną apelacją wina. Tymczasem prognozowane zmiany średniej temperatury o jeden kelwin nie spowodują aż tak dużych zmian, za to dostarczą sporo dodatkowej energii do pracujących przez cały czas nad naszymi głowami przepychanek gorącego i suchego powietrza z południowego wschodu z chłodnym i wilgotnym powietrzem znad północnego zachodu. Co z kolei spowoduje, że zamiast zwykłych letnich burz będziemy coraz częściej mieć do czynienia z pogodowymi kataklizmami niszczącymi budynki i przewracającymi samochody.
Nie użyłem tutaj trybu warunkowego, bo sam fakt ocieplania się klimatu w ostatnim stuleciu jest bezsporny. Gdzieś w dziewiętnastym wieku Ziemia wyszła z tzw. „małej epoki lodowcowej”, która z kolei zaczęła się pod koniec średniowiecza. Za jej sprawą możliwe były udokumentowane przez historyków – a niewyobrażalne dzisiaj – przemarsze wojsk po zamarźniętym Bałtyku czy przepiękny rozkwit alpejskich lodowców.
To se ne vrati, mała epoka lodowcowa sobie poszła na dobre – i może to i dobrze. Ale temperatura będzie rosnąć dalej. Sporne pozostaje tylko to, do jakiego stopnia przyczynia się do tego ludzka działalność i do jakiego stopnia możemy to zjawisko próbować ograniczyć – do dzisiaj nie ma modelu zjawisk atmosferycznych wystarczającego do wyjaśnienia (nie mówiąc już o prognozowaniu) fenomenu małych i dużych epok lodowcowych. Wyjaśnianie przez aktywność słoneczną i wulkaniczną to tylko zastępowanie jednej niewiadomej dwiema jeszcze bardziej niewiadomymi.
Ja osobiście w tej sytuacji uważam, że powinniśmy dmuchać na zimne i skoro nie do końca rozumiemy, jak ten mechanizm działa – to przynajmniej starać się go nie psuć. Ale bardziej na serio do tematu wrócimy w grudniu.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz