Apokaliptyczny most


Niedawno w ramach pewnego sekretnego projektu agorowego odbyłem przemiły spacer po moście brooklyńskim (w towarzystwie jeszcze bardziej przemiłego nowojorczyka, wywiad z którym stanowi element owego sekretnego projektu). Poczułem pragnienie pochwalenia się wspomnieniem tego spaceru pod wpływem nowego „Hellboya”.
W filmie tym wschodnie przęsło mostu okazuje się być nowojorskim odpowiednikiem ulicy Pokątnej – to tutaj dla wtajemniczonych otwierają się wrota do paranormalnego Nowego Jorku. Zainteresowani mogą tu na targowisku trolli kupić, no wiecie, ektoplazmę w proszku albo demona w klatce.
Nowojorskie sceny z „Hellboya” kręcono w Budapeszcie, śpieszę więc pochwalić się przed blogowiczami wiedzą, że w rzeczywistości ta okolica wygląda zupełnie inaczej.
W rzeczywistości DUMBO („Down Under the Manhattan Bridge Overpass”, nowojorczycy uwielbiają takie skróty) to już w pełni zgentryfikowana i raczej sterylna okolica. W węgierskim studio zbudowano zaś coś wyglądającego na niesympatyczną i zapuszczoną „złą dzielnicę” – interesująca jest ta tendencja do filmowego degentryfikowania Nowego Jorku (być może wynika to z tego, że – jak ostrzega The Onion – za gentryfikacją idzie arystokratyzacja).
Nad okolicą dominuje kompleks biurowców należących do Świadków Jehowy. Przyznam, że od razu nabrałem sporego szacunku do tej religii, gdy zobaczyłem, że stoją za nią nie tylko znani z Polski dziwaczni akwizytorzy, ale także taki gigabaksowy kawał nieruchomości w doskonałej lokalizacji. Teraz już rozumiem, po co komu przepych Watykanu – w tym biznesie siedziba to główna różnica między poważną instytucją a odjechaną sektą fanatyków.
Most brooklyński sam w sobie nadaje się na snucie fantastycznych fantazji. To w ogóle jeden wielki steampunkowy gadżet (budowany był w latach 1870-1883 z zastosowaniem nowatorskich wówczas technologii), ale prosi się też o fantastykę apokaliptyczną. Po pierwsze, podczas niedawnego remontu odkryto tam skład materiałów survivalowych na wypadek Trzeciej Światówki, zamurowany na początku lat 60. (czeknijcie linka: czy może być lepszy brand od „Civil Defense All Purpose Survival Crackers”?).
Po drugie zaś po 11 września rzeczywiście właśnie tym mostem ewakuowano ludzi z dolnego Manhattanu. W związku z zamknięciem ruchu kołowego, ludzie uciekali z pogrążonej w gryzącym dymie wyspy po jezdniach (normalnie dla pieszych otwarta jest tylko kładka rozpostarta ponad jezdniami). Tą drogą Manhattan opuścił też wspomniany wyżej przemiły nowojorczyk, z którym gawędziliśmy sobie na tym moście między innymi zwracając uwagę na różnice między fantastyką a rzeczywistością.
W fantastyce apokaliptycznej do kanonu należy pokazywanie ludzkiej paniki i egoizmu – nowojorczyków tratujących się w drodze do mostu brooklyńskiego widzimy choćby w „I Am Legend”. W rzeczywistości ewakuacja przebiegała spokojnie, a ludzie zamiast się tratować, pomagali sobie nawzajem. Jak widać, apokalipsa nie jest taka straszna, jak ją fantaści malują…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz