O nie take stulecie walczylyśmy


Jedenasty września to znakomity dzień na podróż lotniczą dla pesymisty. Jeszcze jakieś siedem lat temu sama taka myśl, żeby terroryści mieliby porywać akurat polski samolot, była absurdalna. Przez ten czas minister Siemiątkowski zdążył jednak rzucić kilka przednich dowcipasów o talibach w Polsce (że nie w Kiejkutach tylko w Klewkach, ha ha ha, jakie zabawne). Nasi dzielni chłopcy pod sztandarem biało-czerwonym zdążyli przęstabilizować parę wiosek w Afganistanie, w Iraku zaś też już chyba zniknęły szczątki sympatii z czasów PRL. Historycy z przyszłości będą pewnie sporo pisać o tym, jak na własną prośbę przekształciliśmy się z kraju leżącego z dala od kłopotów w kraj, który ich entuzjastycznie poszukuje. Na razie bezskutecznie.
Nie wierzę w teorie spiskowe związane z 11 września, ale namiętnie je czytam – niektóre zbiegi okoliczności są naprawdę niesamowite, jak choćby pokazanie bardzo podobnej historii w marcu 2001 w pilotowym odcinku serialu „Samotni Strzelcy”, spinoffie „Z Archiwum X”. Żem se nawet strzelił książkę, podsumowującą stan wiedzy i niewiedzy.
Najlepszym podsumowaniem wydaje mi się jednak komiks Arta Spiegelmana „In The Shadow Of No Towers”. Ogromne wrażenie zrobił na mnie sposób, w jaki tam pokazano uderzenie samolotu w wieżę. Bohater, autor i narrator pisze, że gdy szedł ulicą, usłyszał za swoimi plecami huk. Ale nie odwrócił się, bo dla nowojorczyka dziwne hałasy to chleb codzienny. Dopiero przerażenie widziane na twarzach innych przechodniów wyrwało go ze stanu ducha zblazowanego nowojorczyka – którego już nigdy nie odzyskał.
W komiksie znalazła się też kapitalna metafora, która nieźle podsumowuje też mój stan ducha – że świat po 11 września przypomina powieść Philipa Dicka. Spiegelman ironizuje, że czuje się jak bohater takiej powieści – eksplozja wrzuciła do alternatywnej rzeczywistości, w której Bush jest prezydentem i spełniają się najczarniejsze obawy dotyczące amerykańskiej demokracji.
Dorzucić do tego sprawę więzień CIA w Polsce, których im bardziej nie było, tym bardziej jednak chyba były, a do tego upiorne klony przy władzy i sam czuję się jakby to był Dick po polsku. Dawajcie mi mój skafander ze srebrnego celofanu – ja chcę do jakiegoś innego dwudziestego pierwszego wieku…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz