Szczęka na podłodze

Widzę, że koledzy z portalu postanowili nagłośnić pewien artykuł, który po pół roku leżakowania poszedł w końcu w „Dużym Formacie”. Kiedy po raz pierwszy się z nim zetknąłem, uznałem go za tak głupi, że od razu napisałem polemikę – która ukazała się w „Telewizyjnej” w marcu. Zdaje się, że nie ja jeden miałem zastrzeżenia co do tego tekstu, dlatego ukazał się on grubo po mojej ripoście. Szkoda, że w ogóle, ale przynajmniej se zapolemizuję teraz na blogu.
Wymowa tekstu jest z grubsza taka – „bajki” (dla autorki „bajką” jest dowolny serial animowany, choćby dla dorosłych) szkodzą psychice dzieci, bo pewna zaprzyjaźniona z autorką mamuśka usłyszała z ust swojego dziecka Bardzo Brzydkie Wyrazy, takie jak na przykład „debilka” (do siostry) albo „sram na takiego Mikołaja” (gdy nie przyniósł OŚMIOLATKOWI na gwiazdkę „Wiedźmina”). A ponadto czasem się w nocy boi potworów.
Zacznijmy od spraw elementarnych: to nieuchronne, że dziecko czasem się będzie bać w nocy potworów. Tak samo jak dorosły. Dziecko ma od tego rodzica, żeby się do niego wtedy przytulić. Rodzic ma od tego Nicka Cave’a. Ale żadna wychowawcza utopia nie wyeliminuje zjawiska nocnych koszmarów. Nawet jeśli ktoś żyje w raju, to czasem mu się przyśni utrata tego raju.
Wszystkie wychowawcze utopie (ach, wychowujmy bez przemocy, bez mięsa, bez słodyczy, bez zabawy w wojnę i bez znajomości brzydkich wyrazów) szlag trafi najpóźniej w chwili rozpoczęcia nauki szkolnej. Chyba, że ktoś chce wychowywać jakiegoś aspergerowego dziwoląga przemawiającego do klasowego osiłka słowami „ależ szanowny kolego, obawiam się, że będę musiał zaraportować fakt przywłaszczania przez ciebie mojego kieszonkowego”. Jeśli potencjalnego rodzica ta myśl przeraża, to mam dla niego trzy propozycje: pigułka, prezerwatywa lub abstynencja.
Zamiast zadawać dramatyczne pytanie typu „skąd moje dziecko poznało takie słowa?”, należy po prostu od początku wychowywać je z myślą o nieuchronnym wyjściu spod klosza, ze świadomością tego, że gdzieś tam jest straszny świat, w którym debilkę nazywają „debilką” i nasze dziecko musi być po prostu na to przygotowane.
Bardzo dobrym sposobem na takie przygotowanie jest WSPÓLNE oglądanie z dziećmi filmów, pokazujących realne życiowe sytuacje młodego człowieka (na przykład zjawisko klasowego osiłka). I WSPÓLNE rozmawianie o nich. Podkreślam jeszcze raz – WSPÓLNE, bo z tekstu wynika, że zaprzyjaźniona z autorką mamuśka marzy o telewizji, przed którą można dziecko zostawić samo (to jej żenujące zaskoczenie, że wyjątkowo „miała wolne popołudnie”, więc po raz pierwszy obejrzała kreskówki w telewizji!).
Trzeba z grubsza wiedzieć, co dziecko ogląda – żadne oznaczenia ikonkami nie pomogą. O czym świadczy wzmianka w tekście o „Wiedźminie”. Uważam siebie za rodzica liberalnego, zakładam że dojrzały nastolatek może już grać w grę oznakowaną jako „tylko dla dorosłych”, ale OŚMIO-kuźwa-LATEK? Jak w ogóle mogło dojść do tego, że dzieciak się spodziewał takiego prezentu? Dlaczego ogląda kreskówki nadawane po dwudziestej drugiej?
Gdyby mamuśka z reportażu wprowadziła zdrową zasadę „po dziewiątej myk do łóżek”, nie musiałaby sięgać po ośmieszające ją manewry typu „noszenie karty od dekodera w portfelu”. Gdyby zrobiła elementarny risercz na temat „Wiedźmina”, miałaby proste wyjaśnienie dla syna, dlaczego na taki prezent musi on poczekać jeszcze z dziesięć lat.
Z tego co pamiętam z rozmów sprzed pół roku, „reportaż o debilce” czekał na uzupełnienie go „rozmową z jakimś psychologiem”. Autorka w końcu znalazła psychologa, który zamiast wyśmiać mamuśkę z reportażu, poparł ją przemową o szkodliwości kreskówek, zadając przy tym rodzicom pytanie, czy chcieliby, żeby ich dzieci żyły w świecie takim jak z kreskówek.
Owym psychologiem jest dr Aleksandara Gała z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Coś mnie tknęło, żeby ją przeguglać. I co znalazłem? Kultowy reportaż o oblubienicach Chrystusa: „dr Aleksandra Gała, psycholog z KUL. Pierwsza dziewica konsekrowana w diecezji”.
Pani doktor, nie chciałbym żyć w świecie z kreskówek, bo gdyby to była kreskówka, to czekałoby mnie teraz uciążliwe zbieranie okruchów szczęki z podłogi.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz