iPhone rulez

W ramach stopniowego powrotu do blogowego życia, blogonotka na temat z pogranicza truizmu – czyli o zaletach iPhone’a. Od kiedy pojawił się w mojej kieszeni, służbowa Nokia E51 gdzieś tam sobie leży i zarasta pajęczyną, chociaż teoretycznie ma te same podstawowe funkcje, a nawet można z niej wysyłać MMSy.
Nie wiem, który to już był mój telefon z MMS-ami (trzeci albo czwarty?), ale wiem, że przez te wszystkie lata w życiu żadnego nie wysłałem ani nie dostałem. Po prostu tego nie używają ludzie tacy jak ja, ludzie mający mnie w swojej książce adresowej.
Dla mnie to tak jak WAP: technologia tak idiotyczna, że wolałem w ogóle się z nią nie zaprzyjaźniać, tylko po prostu sobie spokojnie przeczekać, aż trafi do lamusa. Nawet nie wiem, czy iPhone ją obsługuje – obsługiwała ją na pewno tamta badziewna Nokia, ale po cholerę mi to, jak mam dostęp do normalnego WWW?
Na Nokii teoretycznie też miałem, ale tu właśnie zaczyna się urok iPhone’a. Parokrotnie próbowałem czytać na tej Nokii własnego bloga. Przewijanie przez listę komentarzy trwało całe doby. Zdaje się, że to jest sekret Finów na przetrwanie nocy polarnej – bierzesz smartphone marki Nokia Szajsorizejtor, otwierasz jakiegoś bloga, naciskasz guziczek przewijania w dół. Klik, jedna linijka, klik, druga linijka… Gdy noc polarna przeminie, dojdziesz do dwusetnego komentarza.
Na iPhone skrolowanie strony WWW wygląda mniej więcej tak jak na toucphadzie Macbooka – wszystko zależy od szybszych lub wolniejszych ruchów palców. Co więcej, przewijać lepiej jest w orientacji „portrait”, ale czytać komentarze już w orientacji „landscape”.
Na iPhonie do tej zmiany wystarczy telefon obrócić. W Nokii E51 bezskutecznie szukałem czegoś w stylu „Opcje wyśw./Submenu dod. dla wkur. uży./Wyśw. jak. Landsc.”). Frajerzy z Nokii po prostu na to nie wpadli – ktoś im powinien kupić iPhone’a, żeby się przestali ośmieszać.
Akcelerometr to stosunkowo mało rozreklamowany ficzer iPhone’a, ale należy do moich ulubionych. Domyślne aplikacje wykorzystują go dość skromnie, ale co z tym robią developerzy gier, to ojejku. W „Spore: Origins” sterujemy naszym stworkiem delikatnymi obrotami telefonu (jakże żałośnie musi ta gra wyglądać na Nokii N-Gage i tym podobnych!). W grach wyścigowych typu „Crash Nitro Kart” telefon staje się „kierownicą”, w symulatorach lotu „orczykiem” – i tak dalej.
Dotykowy ekran, na którym dowolny piksel może stać się elementem UI, już teraz sprawia, że iphonowe wersje desktopowych aplikacji stają się wygodniejsze w obsłudze. Recenzując iphonowe Google Earth recenzent CNET zauważył, że po prostu łatwiej się manipuluje trójwymiarowymi pejzażami przy pomocy applowskiego opatentowanego „szczypania”, niż myszką i klawiaturą jak w zeszłym stuleciu.
Przypuszczam, że zestaw akcelerometr + ekran dotykowy stanie się standardem UI urządzeń przenośnych jeszcze za naszego życia. Tak sobie wyobrażam następcę Macbooka Air z roku 2020…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz