Moje votum separatum

Piszę tę notkę dla wyrażenia swojego osobistego niesmaku dętą aferą rzekomego pedofila zdemaskowanego przez bezkompromisowego dziennikarza śledczego z „Wiadomości”. Niewiele mogę dodać do bardzo mądrego i wyważonego komentarza Jakuba Śpiewaka z fundacji kidprotect.pl, ale ponieważ mam alergię na nakręcanie „paniki moralnej”, pozwolę sobie na osobiste votum separatum.
Wiadomo, że jeśli ktoś ogłosi w Internecie, że chce kupić narkotyki albo kradzione radio samochodowe, to w końcu skontaktuje się z nim potencjalny dostawca. Reporter Michał Tracz może więc tłuc tego typu samograje w nieskończoność – „jeśli dziś wtorek, to podszywam się pod osobę chcącą kupić fałszywego roleksa”. Ich wartość poznawcza wydaje mi się zerowa, a nawet ujemna, bo odwracają uwagę od rzeczywistych problemów.
Problem pedofilii w Polsce leży w bezradności dzieci i nastolatków, którzy w nikim nie widzą dla siebie wsparcia. Od Krollopa po Siemiatycze wciąż słychać ten sam refren – że kiedy już afera wyszła na jaw okazało się, że wielu ludzi wiedziało, że dzieje się coś niedobrego, ale po prostu dobro dziecka stało u nich w hierarchii niżej od innych wartości.
Cały problem tkwi w tym, że dziecko boi się poskarżyć rodzicom na nauczyciela, albo nauczycielom na rodzica, bo wie, że dorośli uwierzą innym dorosłym, a nie jemu. Jego najwyżej czekać będzie kara za oczernianie pana dyrygenta, księdza dobrodzieja, pana trenera, czy też własnego rodzica.
Rozwiązaniem tego problemu nie jest zaostrzanie kar, kastrowanie ani działania bezkompromisowych reporterów. Nie ma na to cudownej formuły, ale krokiem w dobrą stronę są inicjatywy podnoszące w dzieciach świadomość ich praw. Ale właśnie takie inicjatywy – w rodzaju książki „Mam prawo” Grzegorza Kasdepke – nie podobają się tym samym ludziom, którzy by chcieli karać i kastrować, co pokazuje, że dobro dzieci jest tutaj dla nich najmniej istotne.
„Age of consent”, czyli dolna granica prawnego przyzwolenia na uprawianie seksu, to kwestia arbitralnego wyboru prawodawców. Nie wszędzie w Europie to jest polskie 15 lat – w Hiszpanii to jest 13, w Niemczech 14, w Finlandii 16. Zainteresowani tematem niech sobie sami poszperają w Wikipedii, pozwolę sobie tutaj jednak zauważyć, że gdyby na serio rozumować w kategoriach Michała Tracza, to para nastolatków podróżujących przez kontynent mogłaby przekraczając schengenowskie granice zamieniać się z pary nastoletnich narzeczonych w parę typu „zbrodniczy pedofil i jego ofiara”. I z powrotem.
Reporter „Wiadomości” nie wykrył żadnego „pedofila”, wykrył człowieka wysoce zdemoralizowanego. Czyli w sumie niczego nie wykrył, bo co to za odkrycie, że Internet jest pełen ludzi zdemoralizowanych. Narobił tylko dużo hałasu, który umożliwi Platformie zyskać pijarowe punkty za jakiś napisany na kolanie bubel prawny, a społeczeństwu pogrążyć się w błogim samozadowoleniu. Podczas gdy problem pozostanie dokładnie w takim stanie, w jakim był przedtem, ale reporter będzie się już wtedy wcielał w poszukiwacza pirackich empetrójek.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz