Now Playing (69)


Gdzieś tak w połowie lat 80. dopadła nas z towarzyszem Zgliczyńskim fascynacja grupą Tuxedomoon, której ubocznym skutkiem było poszukiwanie winyli noszących zapomnianą dziś etykietę „Les Disques Du Crepuscule”.
Oczywiście, nie było Internetu, nie było jutuba, nie było nawet porządnego sklepu typu Megastore, więc te poszukiwania były bardzo chaotyczne. Dopiero dzisiaj można sobie wyguglać historię tej wytwórni – założonej w Belgii z pewnym udziałem Annik Honore, tej od pytania „who’s Annik?” z filmu, któremu poświęciłem nieprzyzwoicie dużo tekstów. Wytwórnia odegrała istotną rolę w przeszczepieniu do Europy klimatów postpunkowo-ponurackich a la Joy Division i wzbogaceniu ich o poszukiwania jazzowo-elektroniczne. Stąd właśnie m.in. Tuxedomoon.
Dzięki temu chaosowi mogliśmy jednak zakochać się w płytach, których w normalnych warunkach pewnie byśmy nie kupili. Wytwórnia eksperymentowała z brzmieniami, które dopiero trzy dekady później miały wejść do mainstreamu, razem z projektami typu Nouvelle Vague. Pisałem tu już o zespole Antena, teraz naszło mnie na niejaką Annę Domino – kosmopolityczną Amerykankę, żyjącą między Tokio, Florencją a Nowym Jorkiem.
Piosenka, na którą mnie akurat naszło, opowiada oczywiście o nieszczęśliwej miłości. Cóż, ten przepiękny głos zasługiwał na lepszego tekściarza…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz