Generation pwned


Na łożu boleści zaliczyłem komiks „Army@love”, produkt chorej wyobraźni Ricka Veitcha (tusz by Gary Enskine). Powinien się spodobać wszystkim tym, którym odpowiadają polityczne i estetyczne poglądy wyrażane na niniejszym blogu.
Akcja dzieje się w niezbyt odległej przyszłości wśród amerykańskich żołnierzy zajmujących się przep* wiosek podczas kolejnej misji stabilizująco-pokojowo-szmajdzińsko-kwaśniewskiej w kraju o nazwie Afbaghistan.
Wszystko jest prawie tak same jak dzisiaj, tyle że bardziej. Pojazdy bojowe oznakowane są przez korporacyjnych sponsorów. Listy przebojów układane są już wyłącznie na podstawie sprzedaży dzwonków do komórek. Armia reklamuje służbę w wojsku obiecując rekrutom jedyną w swoim rodzaju okazję do nacieszenia się seksem i przemocą – rekrutacja jest tak popularna, że młodzi ludzie wpisują się na listy oczekujących na pobór.
Struktura fabuły przypomina operę mydlaną – pośród głównych bohaterów wszyscy są dla siebie nawzajem kochankami, małżonkami albo przynajmniej rodzeństwem. Kto pamięta „Starship Troopers” ten wie, że ta formuła dobrze pasuje do militarnej satyry.
Jednak jest tu coś więcej niż tylko słuszne, ale mało odkrywcze stwierdzenie, że Wojna Jest Straszna a Generałowie To Przygłupy. Drugi tom zatytułowany jest „Generation Pwned” i sens tego tytułu wyjaśnia pewna postać trzecioplanowa – „pokolenia x, y i z zostawiły bałagan, który my musimy sprzątać”.
Na swoim blogu Rick Veitch twierdzi, że zaczerpnął to pojęcie od swojego 17-letniego syna i coś w tym jest. Reklama wyborcza Obamy „Wassup 2008” (do której ktoś tu już zresztą linkował) też przecież pośrednio pokazuje, że obecna opłakana sytuacja bohaterów to cena za prosperity sprzed 8 lat, gdy można było beztrosko leżeć przed telewizorem z piwem, bo kredyt był prawie darmowy, waluta przewartościowana, a benzyna tak tania, że bohaterowie oryginalnego „Wassup” zapewne przywozili sobie to piwo z supermarketu pikapem z sześciolitrowym silnikiem.
To przecież musiało pierdyknąć i o tym właśnie mówi „Wassup 2008”. Komiks Veitcha przypomina jednak, że naprawdę surową cenę za rozpasaną konsumpcję lat 90. zapłaci nie tyle pokolenie bohaterów reklamy „Wassup”, co pokolenie ich dzieci.
My, Polacy, w pewnym sensie w całości należymy do „generation pwned”, bo nigdy nie załapaliśmy się ani na tanią ropę ani na tani kredyt, a już ciągle słyszymy, że polskich żołnierzy w różnych Afbaghistanach jest dramatycznie za mało wobec skali zagrożenia.
Nie znajdziemy w tym komiksie żadnego budującego „give peace a chance” ani „let the sunshine in”. Przy całym sarkazmie, z jakim tu opisywana jest zachodnia cywilizacja konsumpcyjna, nic nie jest promowane zamiast niej. Pewne podwątki zbudowane są tylko na zasadzie „zepsuty Amerykanin spotyka uduchowionego mistyka ze Wschodu, który po bliższym spotkaniu okazuje się równie uduchowiony, jak ten łże-guru Beatlesów”.
Komiks dzieje się w świecie, w którym nie ma już nadziei – it’s a pwned, pwned world…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz