Nice work, America!

Gdyby pacjenci Psychiatryka24 głosowali w amerykańskich wyborach, McCain wygrałby u nich w cuglach. Poparcie dla republikańskiego kandydata zjednoczyło całą salonową prawicę, od Ernesta Skalskiego i Krzysztofa Leskiego aż po jakieś odległe, nazi-skino-lefebro-frondo-korwino-urynoterapeutyczne ekstrema.
Podczas mojej rozkosznej wiedeńskiej przerwy w karierze wysłuchałem fascynującego wykładu prof. Janosa Kovacsa o środkowoeuropejskiej „małej Ameryce”. Teza wykładu była mniej więcej taka, że Ameryka wielbiona jest przez mieszkańców naszego regionu jako pewien fantomowy twór. Mało o niej wiemy i dlatego tak irracjonalnie ją kochamy.
Gdyby zrobić sondaż opinii publicznej, zapewne zaskakująco wielu Polaków stwierdziłoby, że w USA mają podatek liniowy, ukrócili wszechwładzę związków zawodowych i zabraniają homoseksualistom paradować. Po prostu głównym źródłem naszej wiedzy o Ameryce wciąż są rojenia wąsatego wujka Juzia z Bruklinu, który wieżowce Manhattanu oglądał zawsze tylko zza rzeki, bo nie znał języka i w ogóle bał się wystawić nosa poza Grinpojnt, ale że krewnym w Polsce musiał jakoś opowiedzieć jak tam jest, więc puszczał wodze fantazji.
Nie lepiej mają ci, którzy czerpią wiedzę z opiniotwórczych mediów. Duża niemiecka gazeta typu FAZ trzyma w USA trzech etatowych korespondentów (tak się przynajmniej dowiedziałem na owym wykładzie). „Wyborczą” ledwie stać na jednego, który z natury rzeczy nie może się roztroić, jest więc zafiksowany na waszyngtońskim punkcie widzenia. Moim największym marzeniem jako niemieckiego dziennikarza byłoby zresztą załapanie się na korespondenta obsługującego wyłącznie West Coast: Oscary, premiery, E3, CES, Macworld i zero politycznego nudziarstwa… mmm, to by było życie!
W każdym razie, od momentu, w którym Jacek Kalabiński wychował całe pokolenie polskich prawicowców, pisząc pierwsze korespondencje o amerykańskiej „politycznej poprawności”, nasze wyobrażenia o USA kształtowane są z jakiejś mikstury bredotek „wójka Juzia z Bruklinu”, infantylnych marzeń o tzw. Normalnym Kraju, W Którym Takie Coś Byłoby, Panie, Nie Do Pomyślenia oraz wreszcie medialnego feedu zniekształconego w najlepszym wypadku przez dc-centryzm korespondentów a w najgorszym przez ich mniej lub bardziej wyraźny konserwatywny „bias”.
Dlatego właśnie ci gupi Amerykanie nie posłuchali się światłych porad naszych znawców od nawozów i od świata i zagłosowali inaczej. Bo jednak wcale nie są takimi tępymi rasistami jak wujek Juzio z Bruklinu. „Nice work, America. You got your country back. And just imagine: now, when you travel to Europe, you won’t have to tell people you’re from Canada” – kradnę ten świetny komentarz Warrenowi Ellisowi za pośrednictwem Boing Boing. Hell yeah, radość ze zwycięstwa Obamy powinna też połączyć wszystkie odmiany blogosferycznej lewicy, od kawiorowo-ajpodowej aż po linuksowo-pasztetową…

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz