Skasować media publiczne


Dwugłowy potwór dotąd mieszkał na ulicy Sezamkowej, ale ostatnio przeniósł się na ulicę księdza prymasa Jana Pawła Woronicza. Znowu skorzystam więc z okazji na włączenie się do jakiejś przebrzmiałej debaty. Tym razem debaty na temat mediów publicznych.
Moim zdaniem, sensowny spór jest już możliwy tylko na temat tego, jak je sprywatyzować/zlikwidować/skomercjalizować/sprzedać/zdetonować/zaorać, ale nie na temat dalszej ich reformy. W świetle faktów nawet największy optymista powinien już przyznać, że w Polsce media publiczne po prostu nie działają.
16 lat temu w ustawie o mediach publicznych zapisano – dość komiczny z perspektywy czasu – rozwlekły katalog zadań mediów publicznych. Ludzie tak starzy jak ja pamiętają nawet zwieńczoną sukcesem walkę solidarnościowej prawicy o dopisanie obowiązku respektowania „wartości chrześcijańskich”, ale nawet bez tego dopisku lista byłaby zabawna („zwalczanie patologii społecznych”, „umacnianie rodziny”, „popieranie twórczości artystycznej, literackiej, naukowej i oświatowej” itd.).
Oczywiście, dowolnie kretyński program typu „Gwiazdy śpiewają na lodzie” albo „Striptiz Celebryty” można uznać za przykład zwalczania patologii albo działalność naukowo-badawczą. Dajcie mi program TVP, a za skromną opłatą powiążę dowolną audycję z dowolnym punktem rozdziału czwartego ustawy.
Ale tak na serio, to w tej chwili jedyna różnica między ofertą telewizji komercyjnych a telewizji publicznej polega na obecności politycznego agitpropu uprawianego przez kolesi, których fumfle akurat należą do grupy trzymającej stołki. Zmuszenie prawicowych publicystów do szukania uczciwej pracy na wolnym rynku wszystkim chyba wyszłoby na dobre, nawet im samym – w polskim biznesie roboty dla ludzi o politycznych koneksjach nigdy nie zabraknie, pogadajcie z Łęskim, Tywonkiem i Walendziakiem.
Poczet prezesów TVP SA wyraźnie pokazuje, że nigdy nie udało się tej instytucji odpolitycznić: Wiesław Walendziak (1993-1996), Ryszard Miazek (1996-1998), Robert Kwiatkowski (1998-2004), Jan Dworak (2004-2006), Bronisław Wildstein (2006-2007), Andrzej Urbański (2007-?), p.o. Piotr Farfał (?-?).
W przypadku radia nie zawsze było tak źle, ale wystarczy spojrzeć na obecny zarząd – Czabański, Targalski, Dylewski – żeby dojść do ponurego wniosku, że nawet za PRL w Polskim Radio panował większy pluralizm.
Gdy ludzie Tuska przegonią z telewizji i radia ludzi Kaczyńskiego, to będzie oczywiście jakiś tam postęp, ale niewystarczający. Trzeba po prostu skończyć z samą instytucją mediów publicznych jako politycznego łupu – co w polskiej praktyce oznacza skończenie z instytucją mediów publicznych jako taką.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz